JOHN LANGAN - Poławiacz [recenzja #79]

 


Cudowne dziecko Vespera jednak nie aż tak cudowne.

***


📕 WYDAWNICTWO: Vesper
🕒 ROK WYDANIA: 2022
📖 ILOŚĆ STRON: 348

OCENA:    

   

Najlepsza powieść grozy roku 2022 według bloga Wielki Buk.

Kilka wycinków z LubimyCzytać.pl:

Przerażająca do szpiku kości (W witrynach horroru)

Istny majstersztyk (aredhela)

„Poławiacz” to przede wszystkim doskonały horror. Odpowiednio mroczny, pełen nieszablonowego weirdu, a jednocześnie dający do myślenia i wybitny językowo. (BoskaBookowska)

I tak dalej, i tak dalej. No powiedzcie sami, czy nie kusi Was żeby chociaż z przekory wychłostać Poławiacza? Mnie kusi, i to jak. Koniec końców, względny obiektywizm wziął górę. Nie ukrywam jednak, że lekturę Poławiacza rozpocząłem wielce zaintrygowany.

Jest to historia momentami surrealistyczna, ale zaczyna się zupełnie realistycznie: oto tragedie rodzinne zbliżają do siebie dwóch pracowników korporacji IBM. Żona Abe umiera na raka, a Dan traci rodzinę w wyniku wypadku samochodowego. Abe poświęca się nowej pasji – wędkarstwu. Wciąga w to Dana. Podróżują po okolicznych strumieniach, szukając nowych miejsc połowu. Pewnego razu w jednym z przydrożnych barów słyszą mrożącą krew w żyłach historię o tzw. Potoku Holendra, który pochłonął już wiele ofiar śmiertelnych. Choć na próżno szukać go na lokalnych mapach, Dan jakimś cudem wie o jego istnieniu. Wbrew przestrogom barmana, mimo szalejącej ulewy, Dan i Abe wybierają się nad Potok Holendra…

Abe i Dan nie są jedynymi głównymi bohaterami Poławiacza. Langan wplótł w fabułę zasłyszaną historię sprzed lat, w której rzecz jasna występują zupełnie inne postacie:  Rainer, Clara, Gość, Jacob czy Italo. Narracja Poławiacza jest zatem potrójnie szkatułkowa: wielebny Mapple opowiedział historię właścicielowi baru, Howardowi, ten powtarza wszystko Abrahamowi i Danowi, zaś Abe przedstawia ją czytelnikowi.

Na pytanie: „czy Poławiacz jest rzeczywiście świetnym horrorem?”, odpowiem za chwilę. Czy podczas lektury można się wystraszyć?

Ano, można.

Pięć minut po przybyciu Rainera, w środku potoku zdań w obcych językach plecy mężczyzny wyginają się w pałąk, cały drży i zaczyna wymiotować wodą, wyrzuca z siebie gejzer, który nie ma końca, obryzguje sobie całą twarz, łachy, podłogę, stojących najbliżej ludzi, którzy odskakują, miotając przekleństwa. Wylewa się z niego tyle wody, że to nie do pomyślenia, żeby ciało pomieściło taką ilość. Wypływa z nosa, uszu, nawet z kącików oczu.

Takich fragmentów jest więcej i, czytane o zmroku, potrafią wywołać ciarki na plecach. Przyczynia się do tego język powieści: plastyczny i sugestywny. Działa na wyobraźnię. Niektóre sceny zapamiętam na dłużej  (wejście do domu Dorta, powódź stuletnią, czy wizytę bohaterów w barze u Howarda).

Wizja Lewiatana autorstwa włoskiego artysty ulicznego Blu. Kreuzberg, Niemcy.
(źródło: governance-blog.com)

Do wydania nie można się przyczepić, jak to zazwyczaj u Vespera bywa – klasa światowa. Twarda okładka, pachnący papier, zakładka, klimatyczne ilustracje Macieja Kamudy, do tego posłowie Rafała Nawrockiego.

Jest ciekawe, choć osobiście wolę wielostronicowe analizy Macieja Płazy. Nawrocki słusznie zwraca uwagę na wiele nawiązań do literackich klasyków grozy (i nie tylko), które zawarł Langan w swoim dziele. Zresztą, skoro sam opatrzył książkę cytatem z Moby Dicka, oczywistym jest, że w jakiś sposób się nim inspirował.

Nie czyńmy jednak z powieści Langana arcydzieła tylko dlatego, że wspomina o Lewiatanie,  Moby Dicku i nawiązuje do Poego czy Drakuli. Tyle odniesień to ma nawet Danielle Steel. Zresztą, nie to świadczy o klasie powieści.

John Langan wydaje się być sympatycznym facetem, ale nie podniosłem oceny z tego powodu.
(źródło: lovecraftzine.com)

Nie zrozumcie mnie źle - to nie jest zła książka. Ale nie jest też wybitna. Moim zdaniem to przyzwoity, rzetelny horror ale nic poza tym. Są momenty, kiedy czytamy go jednym tchem (opowieść Howarda w barze „U Hermana”!), są sceny zapadające w pamięć nawet miłośnikom powieści grozy (kijanki z jednym okiem), są motywy niezbyt często eksploatowane w tego typu literaturze (czarna woda, wędkarstwo), ale są też: rozwlekłość, naiwne zachowania postaci i tanie chwyty z horrorów klasy „C” (seks Abe ze „zmienioną” Marie – litości…). Ta książka jest najwyczajniej w świecie niedopracowana.

Miłośnikom grozy i niesamowitości mimo wszystko polecam, a poszukującym literacko wyśmienitego „nadhorroru” informuję, że tu go nie znajdą.

Komentarze

  1. Recenzja jak zwykle z najwyższej półki, a może nawet lepsza niż zwykle... Dla mnie to już reguła, że jeśli wydawca pisze, iż coś jest przerażające do szpiku kości, to znaczy, że czytelnik będzie umierać z nudów a nie ze strachu. Cóż, może szpik szpikowi nierówny.... A już nadużywanie słowa arcydzieło stało się w ostatnich czasach obowiązkowe. Dobrze, że można zejść z tych literackich obłoków na ziemię dzięki recenzjom takim jak ta. Dziękuję!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie tak - w tym zalewie cudowności zwykła książka, której żaden ze znanych autorów nie nazwał jeszcze arcydziełem, zdaje się być prawdziwym skarbem.
    Dziękuję za miłe słowa - dopingują mnie, jak zawsze, do działania :)
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem, jak polskie tłumaczenie, bo czytałem książkę po angielsku. Czytam też obecnie zbiór opowiadam Johna Langana pt. "The Wide, Carnivorous Sky..." i moim zdaniem jest to literatura, której nie sposób wpasować w normalne ramy. Opisy, które przytoczyłeś na początku recenzji mają trochę racji, ale też są wystarczająco szablonowe żeby je źle odczytać. O co mi chodzi? "Poławiacz" to typowy przykład tzw. cosmic horror i to w wydaniu H.P. Lovecrafta; książka dziwna, powolna, rozpisująca się o rzeczach z pozoru nieważny i nie związanych z fabułą, ale jednak budująca jakiś nastrój i przede wszystkim więź pomiędzy głównym bohaterem, a czytelnikiem. Nie znajdziesz tu potworów, body horroru i fragmentów przerażających, a jeśli już takie gdzieś się pojawiają, to niewiele nam one oferują, bo są lekko sztampowe. Dlaczego? Bo nie to jest tutaj najważniejsze. W cosmic horror to, co widoczne to tylko wierzchołek góry lodowej, tylko efekt uboczny, albo mały skutek większych sił stojących u progu ludzkości. Sił, których tylko obecność w naszej rzeczywistości unicestwiłaby ją w jednej chwili. W tej książce, jak u Lovecrafta snujemy się zatem z bohaterem, poznając go, zżywając się z nim, wchodząc w jego skórę, powoli zauważamy małe poszlaki, że życie nie jest takie, jakie znaliśmy do tej pory, aż w końcu spoglądamy za zasłonę rzeczywistości, aby dowiedzieć się, że cała nasza rzeczywistość to tylko anomalia, albo plankton do pożarcia przez prastare istoty. Nasz bohater najczęściej uchodzi z życiem, ale wiedza, którą teraz posiada czyni z niego cień człowieka. Biorąc pod uwagę fakt, że życie na naszej planecie jest we wszechświecie raczej anomalią niż regułą, a nasza wiedza o kosmosie jest raczej dziurawa, strach wynikający z naszej małości nie jest zupełnym szaleństwem.
    Zatem, polecam prozę Langana osobom, które wolą się zadumać nad naszym miejscem we wszechświecie i które bardziej przeraża to, czego się domyślamy, a nie to, co widzimy na własne oczy.

    Pozdrawiam serdecznie,

    Michał

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli recenzja lub książka wzbudziła w Tobie jakiekolwiek emocje - nie wahaj się, SKOMENTUJ :)

Copyright © MILCZENIE LITER