ALEKSANDRA ZELEK, TOMASZ ZELEK - Cień wysokiej przestrzeni [recenzja #27]

 



Kongres futurologiczny państwa Zelek.

***

Wywiad z Aleksandrą i Tomaszem Zelkami [wywiad #2]

Niedawno nakładem Wydawnictwa Lira ukazała się debiutancka powieść Aleksandry i Tomasza Zelków. "Cień wysokiej przestrzeni" budzi wielkie emocje na rodzimym rynku science-fiction. Recenzja już wkrótce, dzisiaj natomiast proponuję lekturę wywiadu z autorami.

Jak się pisze we dwójkę, plany na przyszłość, obowiązkowa polecajka ulubionych książek oraz wiele innych tematów. Aleksandra i Tomasz są niezmiernie ciekawymi rozmówcami. 

Zapraszam do lektury!

Książkę można kupić m.in. tutaj.


Autorzy książki.
(źródło: Aleksandra i Tomasz Zelek)


MILCZENIE LITER: Gratuluję debiutu! Dlaczego postanowiliście napisać książkę?

Aleksandra & Tomasz Zelek: Bardzo dziękujemy. Tematy, które są treścią naszej książki towarzyszyły nam od dawna, regularnie pojawiały się w dyskusjach. Pewnego dnia uznaliśmy, że spróbujemy nadać im spójną formę. Zaczęliśmy pisać. I tak, z czasem, notatki wyewoluowały w powieść. 

Pisaliście już wcześniej – reportaże, opowiadania, artykuły, cokolwiek?

To jest nasz absolutny debiut, jeżeli mówimy o beletrystyce. Lata temu pisaliśmy recenzje płyt i filmów, ale nie można przełożyć tego doświadczenia na pisanie pełnokrwistej powieści. 

Muszę zadać pytanie, na które odpowiadaliście już pewnie 518 razy… Jak się pisze książkę razem? Jak wyglądał Wasz proces twórczy?  Słyszałem, że Ola dyktowała, a Tomek wpisywał do Worda… 😊

Trafiłeś w punkt! Tak właśnie było. A poważnie, postanowiliśmy nie zdradzać szczegółów naszego procesu twórczego. Możemy tylko powiedzieć, że wypracowaliśmy skuteczną metodę, a tekst wielokrotnie przechodził przez obie pary rąk. W finalnym tekście nie da się jednoznacznie zidentyfikować, który fragment został napisany przez którą osobę. Oczywiście, w międzyczasie bardzo dużo dyskutowaliśmy, wspólnie prowadziliśmy research, a wiele pomysłów i rozwiązań fabularnych rodziło się właśnie w rozmowie.

No dobra, a kto w takim razie wymyślił tytuł? Tylko nie mówcie, że to też wspólna robota…

Na początku posługiwaliśmy się tymczasowym tytułem – roboczą nazwą projektu. Fraza „cień wysokiej przestrzeni” pojawiła się w trakcie pracy nad fabułą, gdy rozmawialiśmy o implikacjach niektórych twierdzeń fizycznych, w tym śmiałych prób dążących do stworzenia teorii wielkiej unifikacji. Na marginesie warto dodać, że jest to niesamowicie inspirująca dziedzina! Kiedy na poważnie zaczęliśmy zastanawiać się nad tytułem, uznaliśmy, że ta propozycja przykuwa uwagę, nawiązując między innymi do wielowymiarowej struktury Wszechświata. Tytuł dzięki temu jest intrygujący i wieloznaczny. W książce odnosimy się do niego w wypowiedziach naszych bohaterów, ale również bardziej metaforycznie. Wydawnictwu przedstawiliśmy także inne propozycje, ostatecznie jednak pozostaliśmy przy oryginalnej wersji. 

Czy były takie momenty, kiedy mieliście dosyć pisania, dosyć swoich własnych historii i bohaterów? Jeśli tak – jak sobie z tym radziliście?

Na szczęście nie było takiego momentu. Gdyby tak się działo, najprawdopodobniej nie udałoby nam się ukończyć powieści. Oboje jesteśmy aktywni zawodowo, byliśmy więc zmuszeni pisać „po godzinach” – wieczorami i weekendami, czasem nocami. Cały proces twórczy sprawiał, i dalej sprawia nam mnóstwo frajdy, więc nie traktowaliśmy tego jak przykrą konieczność. Wręcz przeciwnie, niejednokrotnie żałowaliśmy, że nie mogliśmy częściej zanurzać się w fabułę. Takie zanurzenie jest konieczne, by świat stał się autentyczny i przekonujący. Autor musi spędzać dużo czasu ze swoimi bohaterami, żyć razem z nimi w ich świecie. Jeśli się tego nie lubi, pisanie może okazać się drogą przez mękę.  

„Cień wysokiej przestrzeni” to jednorazowy eksperyment, ćwiczenie warsztatowe? Czy może jednak planujecie dłuższą obecność na rynku literackim?

Był to z pewnością rodzaj eksperymentu, to oczywiste. Pisząc nie mogliśmy być pewni, czy powieść trafi na rynek wydawniczy. Jednak bardzo chcieliśmy zrealizować to marzenie i doprowadzić do końca proces, który rozpoczęliśmy. Szczęśliwie, nawiązaliśmy współpracę z Wydawnictwem Lira, którego redakcja dostrzegła potencjał w naszej powieści. Na pewno nie przestaniemy pisać i mamy nadzieję, że uda nam się pozostać na rynku dłużej.

Jaka zatem będzie następna publikacja i kiedy można się jej spodziewać?

Planujemy kontynuację powieści, nawet jeśli nie bezpośrednią, to rozgrywającą się w tym samym uniwersum. Mamy sporo pomysłów, które jednak wymagają rozwinięcia i dopracowania. A kiedy? To jest uzależnione od wielu czynników. Chcemy, aby nasza kolejna książka była jeszcze lepsza, a to na pewno będzie wymagało czasu. 

Brzmi ciekawie. Interesuje mnie również tematyka książki. Jest ona wynikiem Waszych prywatnych zainteresowań, czy coś jeszcze wpłynęło na taki wybór? Przeprowadzaliście  research, czy macie na tyle duży zasób wiedzy w tej dziedzinie, że pisaliście „z głowy” ?

Narodziny silnej sztucznej inteligencji, czyli tak zwana osobliwość technologiczna, potencjalna kolonizacja Marsa i kierunki rozwoju pozaziemskich kolonii, szeroko rozumiana interakcja człowieka z inteligentnymi systemami, i wszelkie konsekwencje rozwoju technologicznego to tematy, które od zawsze nas poruszały. Mimo iż są one nam bliskie, podczas pisania byliśmy zmuszeni do przeprowadzenia obszernego researchu. W naszej powieści jest dużo „fiction”, ale chcieliśmy by prawdziwego „science” też nie zabrakło.   

Jak zatem widzicie nasze życie za 30 lat? Czy sztuczna inteligencja, elektronika i technologia jeszcze bardziej wedrą się w naszą codzienność?  To będzie chyba pierwszy moment w historii, kiedy ogół populacji - nawet starsze pokolenia – stanowić będą ludzie, którzy wychowywali się w erze komputerów.

Zgadza się. Wchodząc do ciemnego pokoju od razu szukamy włącznika światła. Wi-fi w każdym pomieszczeniu staje się oczywistością. Czujemy się niekomfortowo bez telefonu komórkowego. Technologia towarzyszy nam na każdym kroku i stała się nieodłącznym elementem naszego życia. Czasem w ogóle jej nie dostrzegamy. Jeśli nie wydarzy się coś nieprzewidywalnego, ta interakcja będzie się najpewniej pogłębiać. Złożone algorytmy już teraz pomagają m. in. prawnikom i lekarzom w podejmowaniu decyzji. Powstaje coraz więcej start-upów pracujących nad rozwiązaniami, które mogą pomóc w automatyzacji wielu, nawet skomplikowanych i złożonych zadań. Można tak wymieniać bez końca. W tym wszystkim staramy się pozostać techno-realistami, bo oczywiście istnieją też ciemne strony postępu. Przede wszystkim szeroko dyskutowana ostatnio kwestia ochrony naszej prywatności, big data, potencjalna manipulacja związana z tworzeniem baniek informacyjnych i skorelowana z tym pogłębiająca się polaryzacja społeczeństw, krajowy system oceny obywateli w Chinach, oparty na inwigilacji niemal każdej sfery ich życia. Te tematy nie istnieją już tylko na kartach powieści fantastycznonaukowych. To dzieje się naprawdę. To aktualne i ważne kwestie, o których nie możemy zapomnieć.

Jak układa się Wasza relacja z technologią? Korzystacie w pełni, czy od czasu do czasu włączacie tryb analogowy i separujecie się od lokalizacji, kilobajtów, sieci i Facebooka? 

Lubimy być offline tak często, jak tylko to możliwe. Długie spacery z psem, sport i aktywność na świeżym powietrzu to rzeczy, których staramy się nie zaniedbywać. Jednak pandemia wpłynęła na sposób w jaki spędzamy swój wolny czas, a technologia okazała się być bardzo pomocna w utrzymywaniu więzi z bliskimi. Co ciekawe, czytamy tylko „analogowo”. Nie bardzo potrafimy przekonać się do czytników i preferujemy książki w wersji papierowej. Wartością dodaną pandemicznej izolacji było za to więcej czasu, by nadrobić zaległe lektury. 

Mam podobnie – czytam tylko „analogowo”. A przy okazji: określenie „analogowy” budzić może skojarzenia z dźwiękiem i sprzętem muzycznym. Po lekturze książki, wysuwam nieśmiałą tezę, iż duże znaczenie ma dla Was muzyka. Świadczyć o tym może kilka ustępów „Cienia wysokiej przestrzeni”. Czy to prawda? Czego lubicie słuchać?

Bardzo ciekawe spostrzeżenie. Muzyka rzeczywiście jest dla nas bardzo ważna i towarzyszy nam na co dzień w niemal wszystkich aktywnościach. Kiedyś słuchaliśmy naprawdę dużo, udzielaliśmy się na forach muzycznych, pisaliśmy recenzje. Tomek grał na perkusji i produkował muzykę elektroniczną. Z biegiem czasu priorytety w tym względzie uległy pewnemu przewartościowaniu, a swój czas i energię lokujemy częściej w innych obszarach. Jednak zdecydowanie tęsknimy za dobrymi, głośnymi koncertami i festiwalami. Oboje słuchaliśmy kiedyś cięższych brzmień. Teraz trochę lżej i szerzej gatunkowo, ale nadal nie wyobrażamy sobie dnia bez dobrej muzyki. 

Na koniec mam dla Was zadanie. Ktoś przystawia Wam pistolet do głowy i każe wybrać 5 książek. 5 najlepszych, jakie czytaliście w życiu, które z pełną odpowiedzialnością możecie polecić. 5 książek Oli i 5 Tomka. Pamiętajcie, macie pistolet przy skroni więc, żadnych uników. Poproszę o konkrety! :)

Dokonanie takiego wyboru graniczy z niemożliwością, ale postaramy się sprostać zadaniu. 

Tomek: Pozostanę w klimacie naszej książki i wybiorę pięć pozycji, które uważam za ważne i inspirujące: 

„Solaris” Stanisława Lema - za niedościgniony ideał pod każdym względem. 

„Homo Deus” Yuvala Noah Harariego - za niesamowitą syntezę i mówienie o rzeczach trudnych w bardzo przystępny sposób. 

„Robot” Adama Wiśniewskiego-Snerga - za lekturę, która wyprzedziła swoje czasy. 

„Superinteligencja” Nicka Bostroma - za to, że mimo, iż nie jest to thriller tylko pozycja popularnonaukowa, niejednokrotnie podczas czytania miałem gęsią skórkę. 

A na koniec, może „2001: Odyseja Kosmiczna” Arthura C. Clarke’a - bo to chyba od tej książki zaczęła się moja przygoda z literaturą science-fiction. 

Ola: Zawsze mam wrażenie, że takie wybory są jednak podyktowane chwilą, i gdybyś zapytał za jakiś czas, odpowiedź mogłaby się różnić. Niemniej są pewne stałe, które znajdują się w tym zestawieniu:

„Solaris” Stanisława Lema – za ponadczasowość i magnetyzm tej opowieści oraz niesamowitą wyobraźnię jej autora.

„Król kłania się i zabija” Herty Müller – za wstrząsające świadectwo konfrontacji jednostki z machiną totalitaryzmu i rolę języka w tym procesie.

„Śniadanie mistrzów” Kurta Vonneguta – za błyskotliwą ironię, czarny humor i unikalny styl.

„Wielki Gatsby” F. Scotta Fitzgeralda - za słodko-gorzki, nostalgiczny obraz minionego, a jakby wciąż aktualnego czasu.

„Łowca androidów” Philipa K. Dicka - za zadanie pytań, które inspirują pokolenia twórców i wykreowanie ikonicznej już wizji androida jako bytu, który każe człowiekowi zastanowić się nad swoją istotą.


Dziękuję pięknie za Wasz czas i rozmowę. Życzę inspiracji i kolejnych książek!

My również bardzo dziękujemy! 


Copyright © MILCZENIE LITER