SERGIO GALINDO - Grzybojad


Żeby było jasne, od razu na początku ustalmy jedno: Grzybojad jest wyśmienitą lekturą, pełną magii i nieuchwytnego uroku. 

Ta marzycielska opowieść, gdzie realne wydarzenia przeplatają się z grą wyobraźni, przedstawia losy rodzeństwa: Emmy, Lucyli i Sebastiana oraz ich rodziców: Everarda i Elviry. Monotonną egzystencję rodziny przerywa pojawienie się Gaspara, którego pewnego dnia znajduje w lesie Everard. Wkrótce w Gasparze zakochuje się Emma (z wzajemnością). Zaczynają się dziać dziwne rzeczy…

Czy za tym wszystkim może stać Gaspar?

Jaką rolę w scenariuszu Galindo odgrywają tytułowi grzybojadzi – wynajęte osoby (zazwyczaj starsze, nie mające już nic do stracenia), które kosztują zebrane w lesie grzyby przed podaniem ich na stół; niejednokrotnie umierając w straszliwych męczarniach na oczach niewzruszonych domowników?

Te i wiele innych pytań będą Was dręczyć po lekturze tej meksykańskiej powieści.

Poniżej przedstawiam kilka grzybów, które udało mi się odnaleźć podczas tego literackiego grzybobrania:

Marasmius oreades (Twardzioszek przydrożny)

Malutki grzybek. Mikrus, a do tego smaczny.

Grzybojada określa się niepozbawionym uroku stwierdzeniem „mikropowieść”. I rzeczywiście, książeczka ta nie dość, że chudziutka, to jeszcze podzielona na króciutkie rozdziały. Żaden z nich nie przekracza dwóch stron. Wszystko to powoduje, że czyta się szybko.  Przez taką a nie inną strukturę książki chciał Galindo – tak myślę – podpowiedzieć czytelnikowi, jak należy ją czytać. Otóż: wolno. Niespiesznie smakować się kolejnym rozdzialikiem, potem odłożyć. Przetrawić, przeżuć i dopiero wtedy powrócić do lektury.

Boletus satanas (Borowik szatański)

Trujący, powoduje silne niedyspozycje wewnętrzne.

Wiele relacji opisanych w Grzybojadzie ma taki właśnie charakter; szkodliwy i toksyczny. Przykłady? Proszę bardzo. Pełna dwuznaczności relacja Elviry z Gasparem, czy nieszczere uśmiechy i fałszywa troska, która podszyte są stosunki między siostrami: Emmą i Lucylą.

Armillaria mellea (Opieńka miodowa)

Jadalna. Rośnie na drewnie i żywych drzewach.

Żółto-miodową barwę w Grzybojadzie nosił Toy. Lampart, zwyczajowo trzymany na łańcuchu. Ulubieniec Everarda – ojca Emmy. Chociaż na kartach powieści pojawia się ledwie kilka razy, zazwyczaj zapowiada jakieś ważne wydarzenie. Jaką rolę pełni Toy w całej tej historii? Warto się zastanowić,  wszak nieczęsto spotykamy w literaturze postacie mistycznych lampartów.

***

Grzybojad to pełna magii, eteryczna miniatura. Przebywanie w świecie wykreowanym przez Sergio Galindo było dla mnie literacką rozkoszą. Dużo tu niedopowiedzeń, intrygujących zmian zachowań bohaterów – pole do popisu dla psychologów (szczególnie tych sentymentalno-marzycielskich). Niejednoznaczne zakończenie pozwala na wiele interpretacji. Co natomiast chciał przekazać swoim Grzybojadem Galindo – nie mam pojęcia; lub inaczej: nie jestem pewien. W niewiedzy też przecież może tkwić piękno. Niewiedza rodzi ciekawość, ciekawość eksperymenty, a z tych biorą się odkrycia. Jestem meksykańskiemu pisarzowi wdzięczny za wyczarowanie niezwykłej rzeczywistości, która wciąż rozbudza moją ciekawość. Jestem przekonany, że za jakiś czas do Grzybojada wrócę. Doprawdy, warto mieć tę książkę na swojej półce.


Komentarze

Copyright © MILCZENIE LITER