MIKOŁAJ PŁOTNIKOW - Trasa Edwarda Reinera [recenzja #28]

 


Zaskoczenie. Drobna i dobra rzecz.

***


             📕 WYDAWNICTWO: Czytelnik
   🕒 ROK WYDANIA: 1987
📖 ILOŚĆ STRON: 118


OCENA: 

     


Szukałem na Allegro czegoś zupełnie innego. Przeglądając listę książek jednego ze sprzedawców, w oczy rzuciła mi się niepozorna okładka. Brunatne tło, przecięte ukośnie zapisanym tytułem i nazwiskiem twórcy. Trasa Edwarda Reinera, autor: nieznany mi kompletnie Mikołaj Płotnikow. Żadnych ozdobników.  Z okładki nie krzyczały żadne slogany, książka  nie utrzymywała się na żadnej liczącej się liście sprzedaży. Nie dostrzegłem nawet przymilnie cuchnącej rekomendacji: lektury Trasy Edwarda Reinera nie polecał Stephen King, Tess Gerritsen, ani nawet Kasia Cichopek (chociaż w roku wydania książki - 1987 - pewnie poznawała alfabet). Mimo to, a może właśnie dlatego, impuls podpowiadał: bierz to! 

Podobno męska intuicja nie istnieje, ale wcisnąłem „Kup teraz”.

Mam swój stosik książek do przeczytania – nowe pozycje trafiają na koniec kolejki. Niektóre czekają naprawdę długo, dlatego, kierowany poczuciem sprawiedliwości, staram się pilnować kolejności. Na szczęście, jak do tej pory, obyło się bez awantur. Czasem jednak pojawia się niekulturalny typek i wciska bez pytania na przód kolejki – tak właśnie było w tym przypadku. Pozostało mi to zaakceptować: rozpocząłem lekturę.

Mikołaj Płotnikow jest praktycznie nieznany w Polsce, pozwolę więc sobie przedstawić jego postać w kilku słowach. Naprawdę nazywał się Fudel Nikolai Sergeevich (1924-2002) - był rosyjskim pisarzem i pedagogiem. Choć pozostawił po sobie wiele prac naukowych, jego prawdziwą pasją była literatura. Przez ponad trzydzieści lat był kierownikiem wydziału języka rosyjskiego dla studentów zagranicznych w Moskiewskim Instytucie Stali i Stopów (obecnie: Narodowy Badawczy Uniwersytet Techniczny „MISiS”). Podczas drugiej wojny światowej zgłosił się na ochotnika na front i do jej końca służył w armii czynnej: na Ukrainie, Białorusi, w Polsce; był uczestnikiem szturmu na Berlin i wyzwolenia Pragi.  

Mikołaj Płotnikow w latach 50. XX wieku
(źródło: rp.net-ru)

Wróćmy jednak do Trasy Edwarda Reinera. Dzieło Płotnikowa jest niepozorne w strukturze i formie. Mała książeczka, raptem 108 stron. Czyżby zwykła opowieść o tęsknocie za przyrodą? Nie dałem się zwieść. Przecież męska intuicja kazała mi ją kupić...

Akcja rozgrywa się w sierpniu 1975 roku w północnej Rosji. Student historii, Dima Kuzniecow, szuka partnera do wyprawy kajakowej. 2 lata wcześniej spotkała go ogromna tragedia: jego brat Jura zginął podczas górskiej wyprawy. Mimo to, gnany jakimś trudnym do wytłumaczenia wewnętrznym imperatywem, Dima również łaknie podróży. Dlatego pojawia się na „konwencie seniorów”- regularnym spotkaniu alpinistów i podróżników, na którym opowiadają o swych podróżach, snują plany kolejnych, pokazują zdjęcia. Jura zawsze tam przychodził, dla Dimy to pierwszy raz. Gwiazdą numer jeden na owych konwentach jest niejaki Edward Reiner. Siedzi z boku, przysłuchuje się rozmowom, czasem uśmiecha nieznacznie pod nosem. Nie odzywa się wcale.

Mikołaj Płotnikow z ojcem. Końcówka lat 50. XX wieku 
(źródło: rp.net-ru)


Spojrzał i zobaczył krępego przygarbionego mężczyznę. Rzadkie siwe włosy z krzywym przedziałkiem, nic godnego uwagi. Jakiś pułkownik w stanie spoczynku. Kto to?

- To Reiner – powiedziała. – Edward. Edek. Ed.

Znał to nazwisko. Wszyscy je znali. Wpatrywał się w spokojną, obojętną twarz szukając tego, czego w niej nie było, a co być powinno, ponieważ człowiek ten przeszedł i zjeździł wszystkie niedostępne zakamarki kraju w poszukiwaniu… Czego?

Ku zaskoczeniu Dimy, to właśnie Reiner proponuje mu wspólną wyprawę kajakową w niedostępne, niezaludnione i niezbadane rejony Karelii (północno-zachodnia Rosja). Wyruszają, ale wkrótce początkowy entuzjazm Kuzniecowa zaczyna topnieć. Reiner jest … „dziwny”. Nie odzywa się prawie wcale. W ostatniej chwili zmienia ustaloną trasę, bez słowa wytłumaczenia. Unika ludzi. Na dodatek ma pogardliwy stosunek do historii jako nauki:

Historia to nie nauka. Kto silniejszy, ten ma rację. Bierze górę, zmusza do życia na swoja modłę.

Już w pociągu uwypukla się różnica charakterów. Gdy podchodzi do nich pijany pasażer, Dima wypija kieliszka z awanturnikiem „dla świętego spokoju”. Reiner odmawia, ryzykując bijatykę. Takie ma zasady.

Krajobraz Karelii
(źródło: www.visitrussia.com)

Wkrótce docierają do Czupy – malutkiej wioski, zamieszkałej przez garstkę rybaków i geologów. Wynajmują motorówkę i dopiero wtedy zaczyna się ich właściwa podróż. Dokładnie od momentu, w którym z krajobrazu znikają inni ludzie. Płyną i wiosłują w milczeniu, rozkoszując się majestatem surowej przyrody. Wkrótce docierają do opuszczonej osady, gdzie zatrzymają się na dłużej, chociaż wcale nie mieli tego w planach…

[…] Osada znajdowała się w najgłuchszym zakątku. (…) Było coś dziwnego w głuchej południowej ciszy, w milczących domach, które przybliżały się coraz bardziej. Czarne wyrwy okien, zapadnięte dachy, chaszcze u progów domostw, zardzewiały kocioł parowy obok przystani. Dwie kaczki wzleciały z trzepotem tuz przed ich nosem, aż się wzdrygnęli – osada była martwa. (…)

Zapadał wieczór, ochłodziło się, od wody sunęła ściana szarej mgły, tak gęstej, że nie było widać drugiego brzegu. Ze wszystkich zboczy spływała tu mgła – ciężka, lepka, przenikająca na wskroś.

- Zakazane miejsce – powiedział Reiner.

***

Trasa Edwarda Reinera absolutnie nie jest powieścią grozy, ani tym bardziej horrorem.  Mimo to, Płotnikow sieje w kilku miejscach ziarno niepokoju, które szybko kiełkuje w bezludnej scenerii, pośród dwóch milczących bohaterów.   

I chociaż przyroda zajmuje ważne miejsce w tej opowieści, rosyjski pisarz nie marnuje czasu czytelnika na nudne opisy fauny i flory. Utrzymuje zainteresowanie przez prawie całą fabułę. W zaledwie stu stronach zmieścił prawdziwą opowieść o tym głodzie, który odczuwają niektórzy z nas. O głodzie, który pali trzewia od środka i każe rzucać pracę, rodziny, domy w pogoni za… No właśnie, za czym?

Z tej prozy wyziera pustka, samotność, niemy krzyk duszy, tęsknota za tym, co daleko. 

Polecam serdecznie, w szczególności wszystkim podróżnikom, badaczom, odkrywcom i odludkom.


Komentarze

  1. O tak, zauważyłam te ziarna niepokoju. :) Gdybym nie czytała tej książeczki, Twoja recenzja zachęciłaby mnie do sięgnięcia po nią. Jedyne, co mi się w powieści nie podobało, to wprowadzony pod koniec wątek romansowy.

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Jeśli recenzja lub książka wzbudziła w Tobie jakiekolwiek emocje - nie wahaj się, SKOMENTUJ :)

Copyright © MILCZENIE LITER