JOZEF KARIKA - Szczelina [recenzja #40]

 


Dawno nie czytałem tak dobrej powieści grozy.

***


📕 WYDAWNICTWO: Stara Szkoła
🕒 ROK WYDANIA: 2018
📖 ILOŚĆ STRON: 414


OCENA: 


  

Na hasło „groza”, przeżarty literackim szkorbutem mózg wypluje prawdopodobnie następujące skojarzenia: Edgar Allan Poe. Stephen King. Ameryka, wiadomo. Lovecraft. Być może staroświeckie opowieści z dreszczykiem o twarzy Dickensa, gdzie przy trzaskających w kominku płomieniach opowiadano sobie historie o duchach. Niewykluczone, że wśród skojarzeń przemknie gdzieś i nasz mistrz, Stefan Grabiński. Ale Jozef Karika? Słowacja? Przyznacie, że kierunek to nieoczywisty.

I choć sam Karika ucieka od podziałów gatunkowych i klasyfikowania Szczeliny jako horroru, najbliżej jej właśnie do świata grozy.

***

Pewnego dnia do Kariki napisał jeden z czytelników. Chciał podzielić się swoja historią, która na tyle zaintrygowała Słowaka, że zdecydował się ją zbeletryzować i wydać. Pikanterii całej sytuacji dodaje fakt, iż ów czytelnik – Igor – sam naciskał na opublikowanie tej historii. Ku przestrodze. Igor opowiadał m.in. o stronach internetowych, które odwiedzał, szukając informacji. Na jednej z nich opisane były historie tajemniczych zniknięć w Trybeczu, artykuł (z 1999 roku) podpisany został pseudonimem Howadoor. Ta strona istnieje naprawdę! http://howadoor.wz.cz/tribec.html 

Poznajemy więc historię Igora – absolwenta studiów wyższych i zapalonego blogera z Żyliny.  Liczą się dla niego tylko dwie rzeczy: dziewczyna Mia oraz ilość odsłon swojego bloga. Jak więc przystało na świeżo upieczonego magistra, nasz bohater zatrudnia się jako pracownik fizyczny. W ten sposób trafia do zrujnowanego i opuszczonego domu, gdzie kiedyś mieścił się zakład dla umysłowo chorych. Przypadkiem odkrywa, że w jednym z pomieszczeń znajduje się czarny, solidny sejf. Zamknięty.

Tak rodzi się obsesja Igora. Najpierw myśli tylko o tym, żeby otworzyć sejf, potem by zbadać historię, która kryje się za stalowymi drzwiami, a w końcu – by samemu pojechać do Trybecza. A w zasadzie nie samemu – zabiera też Mię oraz dwóch nieznajomych, którzy odezwali się do niego na blogu. David  – nauczyciel fizyki – zna Trybecz jak własną kieszeń. Reprezentuje typ sceptyka, nie wierzy w żadne tajemne moce. Andrej to jego przeciwieństwo. Typowy nerd, który w każdym napotkanym krzaku widzi wcielenie bogini Kali.

Trybecz, Słowacja.
(źródło: spectator.sme.sk)

Czym jest Trybecz? To pasmo górskie w Słowacji. Dominują w nim niewysokie, gęsto zalesione pagórki a najwyższy szczyt, Wielki Trybecz, mierzy raptem 829 metrów.

Problem w tym, że znikają tam ludzie.

Istnieje wiele potwierdzonych przypadków, opisanych w prasie. Ktoś wychodzi z domu, wraca z pracy, chce przejść z jednej wioski do drugiej i… znika. Większość z nich bezpowrotnie. Jest jednak ktoś, komu udało się wrócić. Kilkadziesiąt lat wcześniej, niejaki Walter Fischer, pojawił się nagle po trzech miesiącach od zaginięcia. Brudny, wygłodniały, z oparzeniami na całym ciele. Dostał pomieszania zmysłów, nikomu nie udało się uzyskać jednoznacznej odpowiedzi na pytanie: co się z nim działo przez te trzy miesiące? Został skierowany do ośrodka dla umysłowo chorych w Żylinie.  A wracając do Trybecza: wśród okolicznych lasów znajduje się wiele religijnych totemów, zapadlisk i opuszczonych chat, co tylko potęguje aurę tajemniczości. Do tego ruiny zamków. Chętnie bym się tam wybrał.

Nie będę owijać w bawełnę: to jest straszna książka. Czytałem oczywiście po zmroku, miałem ciarki wielokrotnie. Karika pobudza mózg i wyobraźnię czytelnika. Nie podaje wszystkiego na tacy, bo i po co? Resztę roboty odwalamy za niego sami. Ta metoda świetnie się sprawdza. Dlaczego Szczelina jest taka straszna? Po pierwsze – bazuje na prawdziwych wydarzeniach/legendach. Po drugie – autor jest na tyle inteligentny, by wiedzieć, że prawdziwy strach wywołuje nieznane i nieokreślone, a nie brygada aksolotlów-morderców lub broczące krwią tulipany. Last but not least – słowacki pisarz dysponuje dobrym warsztatem literackim. Po prostu.

Trybecz, Słowacja.
(źródło: spectator.sme.sk)


Chciałbym w tym momencie podkreślić, jaki jest stosunek samego autora do legend o Trybeczu. Zapytany o to, czy wierzy w te historie, zdecydowanie zaprzecza. W innym wywiadzie z kolei mówi tak:

Gdy piszę książki, to się boję. Mam taką metodę, że podczas pisania wywołuję w sobie strach. Jest to bardziej strach z sytuacji. Nie boję się, że zaginę w Trybeczu.

I nawet gdy w przypadku Trybecza zaskoczyło mnie to, ilu ludzi mi potem pisało o swoich różnych dziwnych przeżyciach, to nadal myślę, że wszystko ma jakieś naturalne wyjaśnienie. Muszę przyznać, że trochę uległem presji. Na początku byłem pewien, że to wszystko wokół Trybecza to fake news. Teraz tak na 85 procent myślę, że to mistyfikacja.

W każdym razie: Karika ani nie bije piany, ani też nie podsyca sztucznie aury tajemniczości. Szacun. Podejrzewam zresztą, że ma już tego całego Trybecza dość. Po wydaniu książki dostał podobno tyle maili od czytelników opisujących to, co ich spotkało w Trybeczu, że mógłby śmiało napisać Szczelinę 2,3 i 4.

Frontowy widok na Jozefa Karikę.
(źródło: www.czytaj.pl)


Podsumowanie będzie krótkie.

Nie mam żadnych wątpliwości, że dzieło Jozefa Kariki stać się powinno nową pozycją w kanonie lektur obowiązkowych świata grozy i niepokoju. Prawdziwa perełka.


Przy okazji polecam dwa ciekawe wywiady z Kariką.


Wywiad 1 – Czytaj.pl, Martyna Gancarczyk [kliknij tutaj]

Wywiad 2 – www.slowacystka.pl, Jana Alexova, tłumaczenie: Aleksandra (Grzybczak) Pyka
[kliknij tutaj]



Komentarze

Copyright © MILCZENIE LITER