JANUSZ DOMAGALIK - Pięć przygód detektywa Konopki [recenzja #176)

 


Artefakt młodości wciąż lśni blaskiem.

***


📕 WYDAWNICTWO: Nasza Księgarnia
🕒 ROK WYDANIA: 1988
📖 ILOŚĆ STRON:  178


                    OCENA:                      

               
 

Kultowa książka z czasów młodości?

Dla jednych Bahdaj i Pan Samochodzik, dla tych bardziej współczesnych Harry Potter i Baśniobór.

A dla mnie Pięć przygód detektywa Konopki.

Do dziś pamiętam, jak z wypiekami na twarzy pochłaniałem kolejne strony. Potem kupiłem Konopkę na wyprzedaży bibliotecznej za kilka złotych, ale gdzieś się zapodział.

Allegro poratowało. Kupiłem za bezcen, z mocnym postanowieniem, by znów spotkać się z Konopką. Skonfrontować go ze swym obecnym doświadczeniem, spojrzeć z zupełnie innej perspektywy. Wszak minęło dobrych kilkadziesiąt lat (!!!). We łbie kołatało się mnóstwo pytań: po co psuć idylliczne wspomnienia? Po co wchodzić drugi raz do tej samej rzeki?

Obrazków było pięć... Przygód również. (fot. Milczenie Liter)

Przeczytałem. I wiecie co? Konopka wciąż zachwyca. Ale inaczej.

Książka Janusza Domagalika to wyborny pastisz młodzieżowej literatury przygodowo-detektywistycznej. Bohaterem jest – nieustannie okraszany przymiotnikiem „znakomity” – detektyw Pankracy (dla znajomych Pikuś) Konopka.

Położony wysoko w górach prastary tybetański klasztor Bhan-Thassan od wieków słynął z wyrobu znakomitej musztardy i mądrości swoich mnichów. Żywą relikwią tego klasztoru był sędziwy Lama Rampsi, mąż święty, jedyny człowiek na świecie, który znał tajemnicę przedłużania ludzkiego życia, ale niestety zapomniał ją 56 lat temu.

Pikuś (oby wybaczył mi te spoufalenie) dysponuje ostrym jak brzytwa umysłem, niezmąconym spokojem i umiejętnością antycypowania wydarzeń. W całej książce bodaj dwa razy coś go zaskoczyło.

Jak oka w głowie pilnuje swego notesu „Moje metody”, w którym zapisuje sposoby radzenia sobie w przeróżnych kryzysowych sytuacjach. Podczas gdy my, nędzni panikarze, nie wiedzielibyśmy co zrobić gdyby nas porwano, strzelano do nas i strącano do przepaści, Konopka zawsze wie. A nawet, jeśli nie wie, sięga do swego bezcennego notesu. Ciekawe, za ile poszedłby ten notes na Allegro…

Co zrobilibyście chcąc uciekać na północ, widząc, że ta droga ucieczki jest już odcięta? Poza narobieniem w porty ze strachu, rzecz jasna. Na pocieszenie dodam, że też nie widziałem.  Tymczasem metoda Konopki nr 87 c mówi, że „jeśli odcięta jest droga na północ, bardzo rozsądny i obiecujący będzie odwrót drogą na południe”.

Jest też Pankracy miłośnikiem nowoczesnych wynalazków i techniki – naukowcom każe nagrać wiadomość na magnetofon (metoda nr 203), robi zdjęcia miniaturowym aparatem; równie dobrze czuje się na końskim grzbiecie, w samochodzie i samolocie, co na własnych nogach. A nawet na końskim grzbiecie w samochodzie ciężarowym.

Relaksuje się najchętniej czytając czwartą księgę przygód Koziołka Matołka.

Najlepszy sposób na relaks dla Pikusia Konopki. (domena publiczna)

Wśród mnichów buddyjskich znany jako Lama Khonop, w świecie szwedzkich bokserów jako Konopsson. Obieżyświat, minister wielu państw i kultur, przyjaciel królów i prezydentów, bohater narodów. Rzadki przypadek osoby szanowanej przez wszystkich, niepodważalny autorytet. A jednak z jakiegoś powodu nie zaproszono go na zjazd najlepszych detektywów z całego świata. Cóż za potwarz! Ale o tym w przygodzie drugiej.

Na drodze bystrego umysłu Konopki staje pięć niezwykłych zagadek – a każda z nich to osobna przygoda. Będzie więc Pikuś tropić bandziorów, szukać himalajskiego Yeti, wywoływać duchy, zapobiegać rozbiciu samolotu i łapać Szalonego Joe. Szczególnie to ostatnie nie będzie łatwe, ponieważ

Szalony Joe szalał.

Wczytując się w przygody znakomitego Konopki dowiemy się, dlaczego bandyci w Pernambuco strzelają krótkimi seriami, szeryf pewnego miasteczka zakłada cztery kowbojskie kapelusze jeden na drugi, stewardesa wyskakuje z samolotu w środku lotu, a przygłuchawy duch pewnego emeryta kradnie ścienne kalendarze.

Jedna tylko Apolonia z Koląciów Wojtasiowa zaryzykowała twierdzenie, że dziadzio Bonawentura pewno znajduje się w czyśćcu. Dlatego właśnie kradnie kalendarze, żeby na nich obliczać, ile mu jeszcze pozostało dni pokuty za grzechy.

Choć sam Pankracy Konopka to brzydsza i mniej widowiskowa wersja Bonda, obaj mają wiele cech wspólnych. Dużo podróżują, jeszcze więcej przewidują, i są nieśmiertelni. Różnica w zachowaniu jest tylko jedna: Pikuś Konopka odmówił przejażdżki łódką po stawie z prezeską Klubu Nastolatek. Serio.

Zauważmy, że wampir jest w kapciu, co nie przeszkadza mu przyodziać drugiej stopy w buta z ostrogą. (fot. Milczenie Liter)

Trzeba przyznać, że znakomity Konopka jest doprawdy znakomity: jako detektyw przewidujący i opanowany, jako człowiek skromny i cichy.

Pięć przygód detektywa Konopki to wielopiętrowa machina literacka; skonstruowana w tak przemyślny sposób, by czytelnik w każdym wieku dostał swoją porcję przyjemności. Za młodu po prostu płynąłem z prądem fabuły, teraz dostrzegam więcej: na przykład, gdy jeden z bohaterów "siadł i gorzko zapłakał", lub gdy przy okazji powołania Komitetu do Walki z Duchami (składającego się z trzech działaczy) zatrudnia się dodatkowo 26 "wysoce wykwalifikowanych pracowników administracyjnych".

Teraz nie pasjonowałem się samą fabułą, czy zagadkami. Wprost przeciwnie: dostrzegłem, jak kulawa jest ta pierwsza, a dziurawe drugie. Nie to bowiem stanowi o klasie tej książki.

Jest to wyborny misz-masz ogranych motywów, podany w pastiszowej konwencji, z niebywałą lekkością i dystansem. Każda kolejna strona przynosi nowe niespodzianki.

Poczucie humoru Domagalika smakuje jeszcze lepiej w towarzystwie zbrodni i tajemnic. Ilustrowane niepodrabialnym stylem mistrza Butenki tworzą koktajl przedniej jakości, któremu w zasadzie niczego nie brakuje.

Pochodzący z Czeladzi autor nie ukrywa swej prywatnej znajomości z Konopką. Co rusz zakłóca narrację; cytuje listy, jakie dostał od czytelników, dementuje plotki, dopowiada w przypisach różne ciekawostki, od strojów Komanczów po czekoladowe torciki Wedla.

W książce Domagalik wychwala właśnie ten, czeladzki rynek. (Wikipedia)

Jest nawet w stanie przerwać opowiadanie w środku strzelaniny tylko po to, by zaprezentować spis wszystkich postaci występujących w opowieści i przypomnieć czytelnikom, komu należy kibicować, a komu złorzeczyć.

Narrację prowadzi w taki sposób, jakby sam nie wiedział, co się za chwilę wydarzy. Jakby to sam Pikuś Konopka był jednocześnie autorem i bohaterem.

Zaskakuje nas znakomity Konopka swoimi posunięciami, oj zaskakuje. I trochę nam żal, że tak szybko zlikwidował bandę. Przecież to Dziki Zachód, rozległe prerie, kowboje i Indianie – oj pisałoby się jeszcze chętnie, oj pisało. A tu już pewno koniec przygody.

Mamy gry słów (Dolina Rzezi-mieszków), przypisy, fragmenty listów, artykułów prasowych, tajnych notatek, zwroty akcji i cały tłum ciekawych, zazwyczaj karykaturalnych postaci. A nawet zmianę sposobu numeracji rozdziałów.

Oprawa graficzna tego wydania to mistrzostwo świata - rysunki Butenki, gazetowe wstępy, zielone litery... (fot. Milczenie Liter)

Genialne, ironiczne poczucie humoru autora wylewa się z każdej strony. Poprzez aluzje, zabawne nazwiska (jak chociażby Bonawentura Koląć czy pan Pupść), rzucone mimochodem komentarze Domagalik nasyca fabułę oparami absurdu, puszczając oko do czytelnika ze zbudowanej przez siebie fasady.

Z ulicy dochodziły odgłosy strzelaniny. Konopka zastanawiał się, co więcej – zastanawiał się już 46 minut. „Wkroczyć do akcji czy też nie wkraczać?” – oto było pytanie. Pytanie było, ale nie było odpowiedzi. W 47 minucie rozmyślań nastąpił jednak szczęśliwy przełom.

Przygody wręcz kipią od ukrytych smaczków. Muszę przyznać, że powtórna lektura dała mi tyle samo frajdy, co przed laty, choć odczuwałem ją na zupełnie innych poziomach.

Ufff. Czuję się lepiej po napisaniu tych słów. Nie tylko ponownie dałem się ponieść magii Konopki, ale mogę także złożyć hołd Januszowi Domagalikowi za stworzenie tego arcydziełka, co też niniejszym czynię. Mimo upływu lat, ta książka nie ma najmniejszego zamiaru pokrywać się patyną.


I pamiętajcie - gdy z pobliskiego fotela dojdzie Was cichy głos Pikusia Konopki, nie odwracajcie głowy. Bo za chwilę już go nie będzie, już pochłonie go kolejna przygoda. A nam pozostanie tylko wspomnienie przeżytych razem chwil oraz mgliste wrażenie, że kiedyś się jeszcze spotkamy.

Komentarze

Copyright © MILCZENIE LITER