JAMES GRAHAM BALLARD - Wystawa okropności [recenzja #175]

 


A myślałem, że literatura mnie już niczym nie zaskoczy.

***


📕 WYDAWNICTWO: ArtRage
🕒 ROK WYDANIA: 2026
📖 ILOŚĆ STRON:  236


                    OCENA:                      

               
 

Martwa natura

Na biurku leżą: 1) żółty długopis Bic z niebieską zakrętką, 2) nowa książka wydawnictwa ArtRage, 3) zdjęcie mężczyzny w wieku około 70 lat.

Anomalia

Rzecz inna, nieprzystająca, bez porównania, unikatowa. Trochę nawet antyksiążka. Pobrzmiewają echa inspiracji suchą prozą Robbe-Grilleta, Burroughsa i Roussela.

Cyfrowe procesy

Podszedł do czarnego laptopa. Uruchomione procesy: 1) Word (napoczęta recenzja jakiejś książki z 1970 roku), 2) IrfanView (otwarty jpg - czarno-biały rysunek 30-letniej kobiety), 3) Opera (blog o starych książkach, wyniki meczów, tutorial o inwestowaniu).

Jak prasowe nagłówki

Poszatkowana na drobne kawałki. Każdy okruch z własnym nagłówkiem i krótką treścią. Podobieństwo do lektury artykułów prasowych, jednej z ulubionych rozrywek J.G. Ballarda. Nazwiska postaci zainspirowane stopkami redakcyjnymi popularnych czasopism.

Epizody, migawki. Na końcu każdego rozdziału autorskie komentarze autora, rozświetlające nieco interpretacyjne mroki. Czuję, że komentarze bardzo potrzebne, w żadnym razie nie irytują.

Czas i miejsce akcji ulegają nieustannym zakrzywieniom. Zmienia się perspektywa.

Pustynie mają w sobie szczególną magię, bo wyczerpały własną przyszłość i dzięki temu są wolne od czasu.  

A co z fabułą?

Zamiast niej tylko wierzgający kikut. Występowanie: w śladowych ilościach. Zaburzony ciąg przyczynowo-skutkowy.  Krótkie migawki. Tallis podchodzi do białej ściany. Trevor gładzi udo nagiej kobiety.  Karłowata fabuła rozgałęzia się na boki i prowadzi donikąd. Nie ma progresu, stopniowania napięcia, kulminacji. Ostatnie rozdziały nie mają nawet tego. Ballard porzuca bohaterów, serwując anatomiczne eseje o zgubnym wpływie mediów na społeczeństwo i zawiera m.in. detaliczny opis fikcyjnego (?) zabiegu liftingu twarzy księżniczki Małgorzaty oraz kontrowersyjną, słynną swego czasu miniaturę o uroczym tytule – Dlaczego chcę wyruchać Ronalda Reagana.

J.G. Ballard we własnej. 
(www.elmundo.es)

Czy jest tu główny bohater

Jest, a nawet są. Trevor, Talbot, Traven, Tallis, Trabert, Talbert… W niektórych rozdziałach nie pojawia się żaden z nich. Wiele imion, postać ta sama. Zachowanie, fobie, bez zmian. Każdy z nich to zniekształcony klon samego Ballarda, przeżywający wciąż na nowo śmierć własnej żony. Podejmują bezskuteczne próby poradzenia sobie ze śmiercią i okrucieństwem świata. Przyglądają się im, mierzą, przestawiają z kąta w kąt.

Wydaje się, iż ekstremalne wyczulenie Travisa na objętość i geometrię otaczającego świata, a także natychmiastowe przekładanie ich na kategorie psychologiczne, może być oznaką spóźnionych prób powrotu do symetrycznego świata (…). W umyśle Travisa trzecia wojna światowa odzwierciedla ostateczną autodestrukcję i nierównowagę świata asymetrycznego. Organizm ludzki to wystawa okropności, na której on jest mimowolnym widzem.

Bohaterowie, ci mniejsi

Demoniczny Vaughan pojawia się na krótko, powróci jako większy byt w powieści Kraksa. Jedyny bohater, który wyzwala jakiekolwiek emocje. Pozostali emanują chłodem. Bardziej jak roboty i manekiny, niż ludzie.

Raz, gdy szli wzdłuż nieukończonego nasypu nowej autostrady i Travers spojrzał na Vaughana, odkrył, że tamten obserwuje go z szaleńczo przytomnym wyrazem twarzy. Jego obecność wzbudziła w Traversie alarm: zagrożenie, przemoc. Niedługo potem znudził mu się eksperyment i na najbliższej stacji benzynowej, gdy Vaughan był w toalecie, Travers pojechał dalej bez niego. 

To był jedyny moment w książce, kiedy zaśmiałem się pod nosem.

Doktor Nathan jako szef Instytutu czy też kliniki psychiatrycznej. I głos rozsądku. Trzy kobiety – żona Trevora, której nieustającym przeznaczeniem jest śmierć. Catherie Austin i Karen Novotny jako pryzmaty rozszczepiające libido swych kochanków w siatkę geometrycznych fetyszów.

Coma, Kline, Xero, Koester, kapitan Webster, agent William Greer. I inni.

Czasem, gdy Xero podchodził do osamotnionej grupki siedzącej na nasypie, jego cień układał się na betonie w osobliwe kształty, transkrypcje tajemnych formuł i enigmatycznych snów. Zostawiał za sobą na szarym betonie te ideogramy, hieroglify ras ślepych wieszczów – szczątki przerażającego psychicznego totemu.  

Tworzą zamknięty krąg obserwujących i obserwowanych z rotacyjną zamianą ról. Jeden wsiada do samochodu, drugi obserwuje z balkonu lub nadlatuje śmigłowcem.  

Słowa samego Ballarda: bohaterowie są figurami geometrycznymi powiązanymi w serię tajemniczych równań.

Oglądam: 

1) malarskie rusztowanie wyglądające jak olbrzymia wieża startowa, z której cały budynek dałoby się wystrzelić na orbitę, 2) nieskończoną nudę symetrii kopuły planetarium, 3) srebrzystą geometrię zakładów petrochemicznych, 4) obraz „Ubieranie panny młodej” Maxa Ernsta, 5) losowy obraz Magritte’a.

Max Ernst - "Ubieranie panny młodej" (domena publiczna)

Dualizm człowieka a tęsknota za geometrią

Tłum bohaterów na „T” znajduje upodobanie w kontemplacji brył i kształtów budynków. Geometria jest przewidywalna. Można ją wytłumaczyć, opisać i wyrazić wzorem. Nie da się tego samego zrobić z cierpieniem ludzkim. Człowieka nie da się wytłumaczyć. Zamiast dwóch identycznych kątów prostych ma w sobie skłonność do niewyjaśnialnego okrucieństwa i podłych perwersji. Zaobserwowano, że te same jednostki pod spodem posiadają też warstwę cech dobrych jak lojalność, odwaga, empatia. 

Ten dysonans jest fundamentem kikuciej fabuły i kolejnch przygód bohaterów. Napisałem: przygód, hehe.

Bohaterowie próbują nadać sens śmierciom Kennedy’ego czy Monroe poprzez uporczywe odtwarzanie ich twarzy w bryłach budynków, kątach pokojów i zagłębieniach wydm.

W "Wystawie" obsesyjnie wzmiankowane jest 27. piętro londyńskiego hotelu Hilton. W swej szalonej geometrii Ballard spina post-modernistyczną architekturę z neurologią i ludzkimi psychozami.
(www.designobserver.com)

Co robią kobiety na wystawie

Karen Novotny oraz Catherine August. Są przedmiotem analiz geometrycznych i obiektem seksualnym. Każda scena z mężczyzną zmierza do kulminacji cielesnej lub dzieje się w jej trakcie. Mężczyźni plotą o geometrii, podziwiają strukturę podziemnych garaży, lecz zawsze pozostają wrażliwi na „bliskość bioder” i wewnętrzne powierzchnie ud przebywających z nimi kobiet.

Ruchy bioder i ud Karen chodzącej po pokojach odnosił Tallis do architektoniki podłogi i sufitu. Ta kobieta o chłodnych kończynach była współczynnikiem; gdyby pomnożyć ją przez czasoprzestrzeń mieszkania, zyskałby właściwą jednostkę istnienia.

Alternatywne śmierci Karen Novotny oraz żony Trevora realizowane są przez jego kolejne alter ego. Wypadek samochodowy, roztrzaskany śmigłowiec itp.

Książka nie powstałaby, gdyby nie odejście najdroższej sercu Ballarda kobiety. Jego żona, Mary, zmarła 13 września 1964 roku w Hiszpanii na zapalenie płuc, w wieku zaledwie 30 lat.

Mary Ballard. Rysunek jest dziełem córki Ballardów, Faye i pochodzi z 2012 r.
(publikacja za zgodą Fay Ballard)


Najbardziej irytujące słowo

Zdecydowanie „junkcja”. Występuje kilkanaście razy, najczęściej w środkowej części książki. Sprawdziłem: to nie błąd w tłumaczeniu, takie słowo pojawia się wielokrotnie w angielskim oryginale. Jest zbyt natrętne; brzmi obco, irytuje zbyt wysoką częstotliwością występowania.

Inne słowa

Zamach, genitalia, wypadek samochodowy, bilbord, wrak, geometria, beton, papieros, kwazar, seks, badania, ciało, Wietnam.

Trzecia z serii "reklam", które Ballard wykupił i zamieścił w czasopiśmie "Ambit", nr 36, 1968 r.
(www.designobserver.com)

Co znajduje się w teczce 

1) ogłoszenie J.G. Ballarda w czasopiśmie Ambit, 2) analiza dużego rozstawu rzepek kolanowych u Mae West, 3) zdjęcie oderwanych zderzaków białego Pontiaca, 4) urwany palec plastikowego manekina.

Nad "Wystawą okropności" unosi się widmo zabójstwa Kennedy’ego, które pod wieloma względami było jej bezpośrednią inspiracją. Książka jest desperacką próbą zrozumienia tej tragedii, wraz z jej rozległym ukrytym podłożem. (…) Jego śmierć zaś oznaczała przesunięcie tektoniczne w krajobrazie komunikacyjnym, powodując głębokie pęknięcia w psychice zbiorowej, które nie zrosły się do dziś.

Rozstaw rzepek kolanowych celebrytów

Obsesyjny badacz wypadków samochodowych Ralph Nader, John F.  Kennedy i jego żona Jacqueline, Elizabeth Taylor, Brigitte Bardot, Marylin Monroe. Trevor vel Ballard obsesyjnie nawiązuje do ich twarzy, ciał, ukrytych symetrii, okoliczności śmierci.

Artefakty

Repetytywnie przeżuwane i wydalane w różnych konfiguracjach. Najczęściej przewija się film Abrahama Zaprudera, który uwiecznił zamach na JFK, a w kategorii wydarzenia m.in. wypadek samochodowy, w którym śmierć poniósł Albert Camus. 

4 stycznia 1960, Villeblevin. Śmiertelny wypadek Alberta Camusa. Tyle pozostało z samochodu...
(www.lyonne.fr)

I śmigłowiec, czarny Sikorsky – natrętny, przypominający owada, symbolizujący wojenne traumy, wszechobecne katrastrofy i cierpienia.

Cmentarna wyspa San Michele.

Może coś o posłowiu

Autor: Maciej Płaza. Długość: 29 stron. Zawartość: elementy biografii Ballarda, fragmentaryczne omówienie jego twórczości, symbolika Wystawy okropności oraz jej bohaterów. 

Jest kompletne, świetnie napisane, zniechęca do recenzowania książki. Bo co więcej da się tu powiedzieć?

Z kolei technikę opisu postaci – z płaszczyznami twarzy, które znajdują przedłużenie w płaszczyznach pomieszczeń i nie chcą się przecinać bądź też do przecięcia dochodzi w jakimś niewidocznym wymiarze – zaczerpnął Ballard z malarstwa kubistycznego. Cała ta poetyka unaocznia rozpad świadomości Travena, zaburzenie jego zdolności postrzegania i rozumienia świata.

Podsumowanie recenzenta

A myślałem, że literatura niczym mnie już nie zaskoczy. Dawno nie czytałem dziwniejszej rzeczy. To geometryczna, rytmiczna proza, pełna wypukłości, kątów i przecinających się płaszczyzn. Zdecydowanie nadaje się do powtórnego czytania.

Jest to szukanie nowej logiki dla wytłumaczenia zła tego świata – nie chodzi tylko o zabójstwo Kennedy’ego, ale też, a może przede wszystkim, o nagłą śmierć żony Ballarda, i która to śmierć dokonała brutalnej defragmentacji życiowej geometrii pisarza. Niezmienne jest tu jedno: wszechobecny seks, śmierć i roztrzaskane samochody, które pełnią rolę stymulanta napięcia erotycznego. 

Lektura Wystawy okropności przypomina całowanie się z betonową ścianą. Długo, czule, aż do popękanych ust i krwawiącego języka. 

Komentarze

Copyright © MILCZENIE LITER