MARLEN HAUSHOFER - Zabijemy Stellę / Piąty rok [recenzja #174]
Tym razem nie odbiłem się od ściany.
***
OCENA:
Nadal uważam, że Ściana to książka 3xP (przereklamowana,
przeciętna, pusta), ale postanowiłem dać drugą szansę Marlen Haushofer. Padło
na Zabijemy Stellę / Piąty rok –
ponownie w rynsztunku ArtRage.
Było warto!
Szczególnie pierwsze opowiadanie
robi wrażenie. Znajoma prosi o zaopiekowanie się jej córką Stellą przez rok i w
ten sposób do zwyczajnej rodziny (narratorka Anna, jej mąż Richard, ich
15-letni syn Wolfgang i mała córeczka Annette) trafia nastoletnia dziewczyna.
Ładna, ale nie urocza. Wycofana i milcząca. Naiwna.
Wkrótce na jaw zaczynają
wychodzić stosunki panujące w rodzinie. Haushofer ujawnia je stopniowo, warstwa po warstwie. Cebulowa narracja zaczyna odsłaniać rodzinne anomalie: Richard zdradza żonę, unika syna,
Wolfgang nie trawi ojca...
Przełomowym wydarzeniem jest
zakup nowych ubrań dla Stelli, która od tego momentu jakby zauważa w sobie
kobietę. Natychmiast wpada w sidła seksualnego drapieżnika, Richard, który nagle staje się
troskliwy, wszechobecny, chodzi nawet ze Stellą na "kurs włoskiego".
Dalszego ciągu można się domyślić: dochodzi do kulminacji, a następnie porzucenia. Po etapie ekstatycznego szczęścia
Stella nagle staje się jeszcze bardziej wycofana. Zamyka się całymi dniami w
swoim pokoju, często płacze. Reszta domowników ją ignoruje.
Anna doskonale wie, że Richard
wykorzystał dziewczynę. Niestety, jak to często u Haushofer bywa, jest
bohaterką bierną. Kisi się we własnych domysłach i zaczyna fermentować, ale
nadal udaje kochającą żonę. Podobnie jak narratorka Ściany robi
tylko tyle, by przeżyć. Widzi zapłakaną Stellę. Wyczuwa kobiece perfumy od
swego męża. I co? Nic. Nadal śpią razem w nocy, trzymając się za rękę. Anna nie
walczy, nie docieka, dlaczego się coś dzieje, nie próbuje zapobiec tragedii.
Nie rozmawia na trudne tematy. Jest pogodzona ze swoim losem. Nie chce wsadzać
kija w mrowisko dla świętego spokoju.
![]() |
| Okładka Łukasza Piskorka dla ArtRage jest świetna, ale ze wszystkich znanych mi okładek "Stelli", ta podeszła najbardziej. (www.abebooks.com) |
Nazywa Richarda
"mordercą", ale jest przecież w takim samym stopniu winna tej tragedii.
Muszę przyznać, że w Stelli tragizm sytuacji, w jakiej znalazła się bohaterka, wybrzmiewa o wiele autentyczniej niż przy dojeniu króweczki Belli w Ścianie. Grę pozorów i świetnie utrzymaną z zewnątrz fasadę szczęśliwej rodziny zaburzyło pojawienie się Stelli. Tylko czy po jej śmierci coś się zmieni? Śmiem wątpić...
Kolejny raz główna bohaterka
Haushofer spisuje swe wspomnienia. Kolejny raz jest kobietą bierną, która
napotyka na ścianę (tutaj: kontakty z mężem, czy dosłowna ściana milczenia
Stelli) i nawet nie próbuje jej sforsować.
Doskonale zdaje sobie z tego
sprawę:
Nie mnie oskarżać Richarda. Powinnam była ustrzec życie, ochronić je przed morderczymi zakusami. A co takiego robiłam? Wiodłam egzystencję kobiety w komfortowych warunkach, stałam oparta przy oknie i wdychałam zapach pór roku, gdy tymczasem wokół mnie zadawano śmierć i rany.
To była gorzka lektura, jak połykanie Neozyny na suche gardło. I prawdziwa. Przecież każda rodzina ma
swoje sekrety, i każdemu chyba zdarzało się odwracać wzrok, gdy dzieje się
zło...
Piąty rok to słabsze
opowiadanie, ale wciąż dobre. Obserwujemy fragment z życia 4-letniej Marili
mieszkającej u swych dziadków. Nostalgiczne chwile przeplatają się z radosnymi,
Marili zadaje dziadkom mądre pytania (wręcz zbyt mądre jak na czteroletnią dziewczynkę)
i nieraz napotyka na mur milczenia, na tą haushoferowską ścianę: "dowie się, gdy dorośnie". Obserwuje też patriarchalny układ. Tylko dziadek mógł wchodzić do
domu w butach i marasić podłogę. Dziadek jest uosobieniem radości, babcia
reprezentuje mroczniejszą, mniej oczywistą stronę życia, jest zatopiona w
przeszłości i smutku po utracie dzieci. Wciśnięta między te dwa światy Marili
powoli odkrywa, że pod zewnętrzną warstwą beztroskiego dzieciństwa i piękna
przyrody, życie kryje też inne tajemnice. Mniej przyjemne. Nieprzypadkowo
nawiedza ją sen, w którym ropucha umiera w męczarniach.
![]() |
| Młoda, uśmiechnięta Marlen. W jej książkach rzadko będziemy się śmiać. (www.auf-buchfuehlung.stationista.com) |
Kulminacją opowiadania jest wizyta Marili na grobie własnej matki oraz spotkanie z żebrakiem, do którego sama doprowadziła, najpierw obserwując go z okna, a potem goniąc za nim. To metaforyczne otwarcie się na drugą stronę egzystencji. Gdy w symbolicznym geście przekazuje żebrakowi wyciągnięty ze strychu porcelanowym koszyczek, ten roześmiał się, roztrzaskał go o pobliski kamień i poszedł dalej.
Marili wraca do domu, przemoczona
i rozchorowana. Dzięki opiece dziadków pokonuje chorobę. Ale od tego momentu
zaczyna się jej dorosłość. Zderzyła się ze światem zewnętrznym i jej dziecięce
spojrzenie na świat roztrzaskało się razem z owym koszyczkiem.
Nagle Marili poczuła nieodparte pragnienie, żeby przyjrzeć się jego twarzy wyraźnie i z bliska. (...) Nigdy wcześniej nie widziała podobnej twarzy. Usta były jedną wielką raną: poorane krwaawymi szramami i pęknięciami, opuszczone nisko w kącikach. Ten widok ją obezwładnił. Chciała uciekać, a jednocześnie miała wrażenie, jakby wciągał ją potężny wir, prosto w ogromne, szkaradne usta, które wisiały nad nią niczym ponura groźba.
Babciu, dlaczego nie śpisz?
- Myślę o tym, co było kiedyś.
Owo "kiedyś" był siłą, z którą nikt nie mógł się mierzyć. Marili postanowiła nic nie mówić i tylko przytuliła się mocno do ramienia babci".
A, jeszcze jedno. Świetne tytuły. Nieprzypadkowo w pierwszym użyta została liczba mnoga, bo śmierci Stelli winna jest cała rodzina. Z kolei Piąty rok opowiada o 4-letniej dziewczynce i niejako zapowiada przełom w jej przyszłym życiu.
![]() |
| Zakładam Fanklub Okładkowych Tłoczeń od ArtRage (FOTA). Przy okazji mianuję się pierwszym prezesem klubu. (fot. Milczenie Liter) |
Swoją drogą dziwny zbieg
okoliczności. ArtRage w relatywnie krótkim czasie wydało dwie podobne książki: Ja,
która nie poznałam mężczyzn Jacqueline Harpman oraz wspomniana Ściana Haushofer. Obie przedstawiają losy kobiet(y) w świecie po
katastrofie, w świecie bez mężczyzn. Oba nazwiska na "h", hehe.
Choć z tego co wiem, obie panie
się nigdy nie poznały (były równieśniczkami), być może Harpman inspirowała się Ścianą? W końcowych scenach Ja, która nie poznałam... bezimienna bohaterka cierpi z powodu
nowotworu macicy i przejmujących bóli, a Haushofer u schyłku życia przeszła
zabieg usunięcia macicy i cierpiała na raka kości (okolice miednicy).
Może to tylko zbieg okoliczności,
a może ukryty hołd dla Haushofer?
Nie wiem, nie znam się.
W każdym razie mamy tutaj naprawdę mocne 7,5.




Komentarze
Prześlij komentarz
Jeśli recenzja lub książka wzbudziła w Tobie jakiekolwiek emocje - nie wahaj się, SKOMENTUJ :)