RUDYARD KIPLING - Najlepsze opowiadanie na świecie [recenzja #173]
Nienajlepsze wydanie na świecie.
***
OCENA:
Okazuje się, że taki mistrz słowa jak Kipling, nie zasłużył nawet na nędzne, kilkustronicowe posłowie. Na wstęp też nie.
Kluczem do wyboru opowiadań były podobno komentarze Borgesa. Nie dowiemy się niestety skąd pochodzą, ani co dokładnie mówią. A można było po każdym opowiadaniu dodać autorski komentarz Borgesa – aby umożliwić czytelnikowi porównanie swych wrażeń.
Mieszane odczucia mam też do co przypisów – jest ich dużo, to plus, ale nieraz nie przekazują tego, co powinny. Np. na pierwszych stronach przypisu doczekały się dwa medale: CSI i CIE. Z przypisu dowiemy się, w którym roku zostały ustanowione i przez kogo, ale już sami musimy się domyślić, ZA CO były przyznawane. W środku książki opis kolejnego medalu – tym razem podano tylko rok ustanowienia. Brak konsekwencji. W przypisach odbija się jedna z twarzy Kiplinga – nieogara mylącego daty i fakty. I znowu – można było fajnie ten wątek rozwinąć w posłowiu – ale ktoś zdecydował, że szkoda zachodu.
W ogóle cwany zabieg – nie dość, że chwytliwy marketingowo, to w razie krytyki doboru opowiadań, PIW ma gotową ripostę: „no ale jak to, przecież układaliśmy wedle wskazań Borgesa, wszystkie pretensje do niego”.
Edytorsko jest więc niechlujnie i PIW zasłużył na dużego klapsa. Na szczęście jest jeszcze Kipling.
Już pierwsze opowiadanie, Budowniczowie mostów, jest kapitalne. Inżynier mostów, Findlayson, wraz z asystentem Hitchcockiem (!) i dzielnym pomocnikiem Peroo finalizują trwającą trzy lata budowę mostu nad rzeką Ganges. Ów potężny most jest zwieńczeniem jego kariery i dowodem inżynierskiej maestrii. Tymczasem nadchodzi powódź…
To nie koniec niespodzianek. W pewnym momencie bohaterowie raczą się opium. Po zażyciu narracja wybucha nowymi barwami, dzieja się cuda, dochodzi do spotkania bóstw i bogów; ta parada przypomina nieco wizje św. Antoniego ze słynnej książki Flauberta pt. Kuszenie św. Antoniego. Świat realny miesza się z narkotycznymi wizjami, a jawa ze snem.
Nadgarstki Kiplinga pracują miarowo i bezbłędnie: sypią dokładnie tyle, ile trzeba. Poznamy więc nieco szczegółów technicznych związanych z budową mostu: nie na tyle, by się znudzić, ale wystarczająco, bo poczuć autentyczność historii i lepiej się w nią wczuć.
![]() |
| Findlayson i Peroo. (ilustracja wygenerowana przez AI. Prompt: Milczenie Liter) |
Tytułowe, zawadiacko nazwane Najlepsze opowiadanie na świecie nie jest może najlepszym na świecie, ale to bez wątpienia kawał świetnej literatury. Narrator poznaje przypadkiem młodego pracownika banku, aspirującego literata, Charliego Mearsa. Mears nachodzi starszego kolegę i przynudza, zmuszając do wysłuchiwania swych wierszy. W zalewie tandety jeden z pomysłów skrzy się jak diament. Narrator postanawia wykorzystać pomysł Charliego – dokonuje oficjalnego kupna, a transakcja opiewa na 5 funtów.
Mimo wielu prób, nie potrafi rozwinąć pomysłu w samodzielne opowiadanie. Zastanawia go też dziwne zachowanie Mearsa, który opowiada z takimi szczegółami, jakby w poprzednim życiu znajdował się na miejscu swych bohaterów. Niektóre z cytowanych przez Mearsa słabizn, to pierwsze literackie wprawki Kiplinga, które przewrotnie włożył w usta żółtodzioba i chłosta sam siebie za pomocą narratora. W tym momencie jego tożsamość staje się oczywista… Ta proza działa na wieli poziomach: ucznia i mistrza, człowieka młodego i doświadczonego, pełnego energii i wypalonego, naiwności i cynizmu.
Najlepsze opowiadanie na świecie przybliża nieznośny dla każdego twórcy problemat: bliskość genialnego materiału i jednoczesna niemożność przekształcenia go w dzieło.
Człowiek, który chciał być królem, najdłuższe opowiadanie w zbiorze, to niezwykła historia Daniela Dravota i Peachey’a Carnehana: dwóch hohsztaplerów, którym zamarzyło się zostać królami. Decydują się na spontaniczną i niebezpieczną podróż wgłąb Afganistanu. Początkowo wszystko układa się po ich myśli – za pomocą karabinów i odrobiny szczęścia podporządkowują sobie kolejne wioski w azjatyckiej dziczy, są czczeni jako bogowie, potomkowie Aleksandra Wielkiego. Przyjęli prostą zasadę: dopóki nie zostaną królami, żadnego alkoholu i żadnych kobiet. Jak to często bywa, przez zwykły przypadek ich oszustwo wychodzi na jaw…
Człowiek, który chciał być królem to kolejny dowód kunsztu Kiplinga. Ta awanturnicza saga kryje w sobie odwieczną prawdę o człowieku i przypomina, że autorytet budowany na oszustwie i zastraszaniu, prędzej czy później zamieni się w zgliszcza, grzebiąc pod sobą budowniczych. Przebieg wydarzeń poznajemy z ust bezstronnego dziennikarza, który osobiście poznał Carnehana i Drevota, i którego postać utożsamia się z samym Kiplingiem.
Opowiadanie obfituje w symbolikę masońską (Kipling był także członkiem loży masońskiej). Ale co dla mnie jest absolutnie szokujące: Człowieka, który chciał być królem Kipling napisał w wieku zaledwie 22 lat, jako nieopierzony młodzian. Nie do wiary, by tak dojrzała i wielowątkowa historia wyszła spod pióra takiego żółtodzioba! Uczciwie dodam, że porywająca jest jedynie w kilku momentach. Wychodzi kilka braków warsztatowych: ogólny kierunek narracji i jej zakończenie są oczywiste od samego początku, a opowiadanie jest zdecydowanie przegadane.
![]() |
| Josiah Harlan, czyli człowiek, który chciał być królem. I nim został. (www.thesikhencyclopedia.com) |
Warto dodać, że inspiracją dla Kiplinga były losy Josiaha Harlana, XIX-wiecznego amerykańskiego wagabundy. Harlanowi także zamarzyło się zostać królem, a że był człowiekiem czynu, wyruszył do Afganistanu z grupą najemników. Swój cel osiągnął: brał udział w lokalnych wojnach i ostatecznie podpisał traktat, na mocy którego on i jego potomkowie zostali uznani za suwerennych książąt Ghoru (prowincji w Afganistanie).
Madonna okopów najlepiej ukazuje dbałość Kiplinga o psychologię postaci. Do Loży Doskonalenia wstępuje po wojnie wielu byłych żołnierzy, często o niezrównoważonej psychice. Nerwowością i gniewnym spojrzeniem wyróżniał się jeden z nich – Clem Strangwick. Opiekę nad trudnymi przypadkami tego typu powierzano zazwyczaj bratowi Keedowi, byłemu oficerowi medycznemu z „bródką o kształcie torpedy”. Całe opowiadanie opiera się na rozmowie brata Keede’a z Clemem Strangwickiem. Clem był ostatnią osobą, która w trakcie wojny widziała niejakiego Johna Godsoe żywego. Wkrótce potem Godsoe wszedł do ziemianki, zamknął się od środka i rzekomo spłonął w wyniku nieszczęśliwego wypadku z piecem.
Madonna okopów jest więc zgrabnym połączeniem wojskowych wspominek, wątków niesamowitych i rozmowy na kozetce u psychiatry. Autor cały czas dorzuca kolejne elementy podtrzymujące napięcie: najpierw czytelnik próbuje się rozeznać, o co chodzi, potem dowiaduje się, że Strangwick i Godsoe się znali, wreszcie poznaje przyczynę śmierci tego drugiego oraz powód dziwnego zachowania Clema.
Dodatkowym smaczkiem jest sama rozmowa, utrzymana w konwencji pojedynku. Strangwick zataja pewne informacje (nie zawsze celowo), zaś Keede jest tego świadomy i próbuje wyciągnąć prawdę od byłego żołnierza za pomocą sprytnie skonstruowanych pytań.
![]() |
| Spis treści. (fot. Milczenie Liter) |
Jest to dzieło o dwie klasy lepsze od poruszających podobną tematykę i bardziej znanych Aniołów z Mons Arthura Machena, które brzmią jakby Machen – momentami przecież wybitny pisarz z kręgu literatury niesamowitej – zlecił napisanie swemu taboretowi.
O litościwa Matko, gdzie szukać obrony?
Drugi raz nie nadejdzie brzask zaprzepaszczony.
Brzask zaprzepaszczony utrzymuje wysoki poziom; to kolejna wielowątkowa, nieoczywista historia. Kipling naprawdę wyprzedzał swoje czasy; to jest nowoczesna proza z akcentami modernistycznymi… Poznajemy Syndykat Dostarczania Fikcji – wydawnictwo mające dotarczać ludziom literatury na poziomie. Związany z nim jest Alured (co za imię!) Castorley, powszechnie nielubiany ekspert od Geoffrea Chaucera i jego Opowieści kanterberyjskich. Nowy nabytek Syndykatu, niejaki James Manallace, opracowuje chytry plan mający na celu zhańbienie Castorleya. Niechęć obu panów jest mocno ukorzeniona w przeszłości. W arcyprzebiegły sposób podsuwa sfabrykowany przez siebie falsyfikat nieznanej wcześniej opowieści kanterberyjskiej, pozwaląc Catorleyowi wierzyć, że ten odkrył ją sam. Manallace schlebia badaczowi, jednocześnie namawiając go na wydanie książki. Gdyby tylko się ukazała, poddałby w wątpliwość autentyczność odkrycia, jednocześnie przyznając się do fałszerstwa. Wyrafinowana psychologiczna gra między Manallacem a Castorleyem jest ozdobą tego opowiadania. Czy Castorley się czegoś domyśla? A może jego żona, rzucająca dziwnymi aluzjami? Brzask zaprzepaszczony to kolejna perełka w zbiorze, gdzie napięcie budowane jest powolutku i nie wynika wcale z jakiegoś konkretnego wydarzenia; jest bardziej owocem tego, co się nie stało; wydarzeń, które się dzieją, lecz nie dokonują.
Gdy oszczędzasz ludziom myślenia, możesz zrobić z nimi wszystko.
Dom Życzeń. Ojoj, co za sztos. Kipling zbudował genialne opowiadanie na bazie… rozmowy przy herbatce dwóch starszych pań. Pani Ashcroft, emerytowana kucharka, spotyka się z przyjaciółką, Lis Fettley. Panie znają się od dzieciństwa i w pewne marcowe popołudnie postanawiają omówić "wiele niedokończonych spraw".
Czytelnik szybko zauważy, że tu chodzi o coś więcej, niż zwykłe ploty przy podwieczorku. To jest rzecz do niespiesznego, lub nawet flegmatycznego, delektowania się, w żadnym razie nie nadaje się do pospiesznego kartkowania! Rudyard Kipling konstruuje poruszającą przypowieść o miłości, poświęceniu, zdradzie i przyjaźni, którą maskuje siorbaniem herbacianych fusów przez dwie wiejskie baby z Sussex. Mistrzostwo.
Praktycznie każdy akapit ma tutaj znaczenie i dorzuca nowe znaczenia.
Intrygującego posmaku dodaje aura tajemniczości spowijająca tytułowy Dom Życzeń. Kipling umieścił go na fikcyjnej ulicy Wadloes Road, wypełnionej niewielkimi domkami o niszczejących drzwiach. W jednym z nich, zamkniętym na cztery spusty, mieszkał tajemny byt, zwany "fantomem", który pozwalał na uwolnienie od cierpienia dowolnej osoby, poprzez przejęcie go na siebie. Wystarczyło podejść i wyszeptać swe życzenie do szpary na listy.
![]() |
| Rozmowa dwóch starszych przyjaciółek. (ilustracja wygenerowana przez AI, prompt: Milczenie Liter) |
W taki sposób Grace Ashcroft (imię nieprzypadkowe!) przejmuje na siebie cierpienie byłego kochanka, który nie jest nawet świadomy owej manipulacji. Na nodze pani Ashcroft pojawia się paskudna, niegojąca rana…
Grace pod przykrywką szlachetnego cierpienia za swego kochanka, chce go tak naprawdę kontrolować – aby żył nadal ze swoja matką i nie brał ślubu z żadną inną kobietą.
"Mówię ci, Liz, włosy stanęły mi dęba, kiedym tak jej słuchała. Spytałam, jak wygląda ten fantom. "Nie wiem", mówi, "ale jak zadzwoni się do drzwi, to słychać, że biegnie z piwnicy". Potem wypowiada się życzenie i on odchodzi". "Czyli że fantom nie otwiera drzwi?", pytam. "O nie. Za drzwiami słychać ino coś jakby chichot. Wtedy trzeba powiedzieć, że przejmie się kłopoty od tej osoby, co to się ją kocha, i się je dostaje", powiada".
Widmowa riksza reprezentuje literaturę grozy. Napisana tym eleganckim, kiplingowskim stylem, jest ciekawa, ale jednocześnie dość stereotypowa i przewidywalna. Nie umieściłbym jej nawet w top 5 najlepszych opowiadań niesamowitych angielskiego pisarza.
Główny bohater, Theobald Jack Pansay, wdaje się w romans z Agnes Keith-Wessington, żonatą z innym oficerem. Gdy kochanka nudzi mu się, zrywa kontakt i wraca do swej narzeczonej Kitty. Wściekła Agnes nie godzi się na to, i zaczyna prześladować niezdecydowanego kochanka, śledząc każdy jego ruch ze swej żółtej rikszy. Ostentacyjna niechęć i ignorancja ze strony Theobalda powoduje, że pęka jej serce i umiera. Nawet po śmierci nie przestaje nękać Pansaya, który jako jedyny widzi tytułową widmową rikszę podążającą uparcie jego śladem. Przytłoczony Pansay dziwnie się zachowuje, ludzie zaczynają go uważać go pomyleńca, a Kitty zrywa zaręczyny…
Z tego samego nurtu – choć tylko częściowo – wywodzi się Mary Postgate. To surowa literacka bryła, celowo wyzbyta z elementów grozy, niepokoju i niesamowitości. Mimo to wwierca się w kości, niczym wiertło chirurga-sadysty. Powoli, niemal niezauważalnie, lecz wytrwale. I dopiero sama końcówka misternie budowanej narracji tworzy potężny dysonans. Nawet dzisiaj może być uznana za szokującą. Uzmysławia obecność wiertła. Wcześniej nie dzieje się nic poważnego; może poza ledwie namacalnym i trudnym do wytłumaczenia poczuciem dyskomfortu. Tytułowa Mary to zwyczajna, szara służąca. Gdy zrządzenie losu zasyła pod jej opiekę młodego Wyndhama Fowlera, bierze go pod swoje skrzydła i wychowuje jak matka. Mimo to, rozwydrzony Wynn ma ją za nic, wyśmiewając, poniżając i zasypując nonsensownymi zachciankami. Mary Postgate – zawsze wierna służąca i cel kpin. Czyżby?
![]() |
| Mary Postgate. (ilustracja wygenerowana przez AI. Prompt: Milczenie Liter) |
Kipling nawiązuje tutaj do okropieństw pierwszej wojny światowej, a biografowie twierdzą, że opowiadanie jest parabolą jego strachu przed utratą syna. Rudyard Kipling napisał je w 1915 roku i faktycznie – kilka miesięcy później jego syn John już nie żył… Pisarz stracił kolejne dziecko (wcześniej, w 1899 roku, na zapalenie płuc zmarła jego 6-letnia córka Josephine).
Motyw cierpienia po utracie bliskiej osoby pojawia się częściej. W Ogrodniku zrozpaczona kobieta wyrusza na cmentarz wojenny, aby zlokalizować mogiłę swego bratanka, zmarłego tragicznie na froncie. Na miejscu pyta o drogę ogrodnika, lub też osobę, którą bierze za ogrodnika…
Nawet jeśli pewne motywy przewodnie się powtarzają, Kipling jest bardzo różnorodny. Nie stosuje natrętnie tych samych chwytów. Nie skłania się ani ku racjonalnym rozwiązaniom, ani ku nadprzyrodzonym mocom. Ponadto część opowiadań kończy się - nazwijmy to - happy endem (rzadko), niektóre pieczętują tragiczny los któregoś z bohaterów, jeszcze inne z kolei urywają się, pozostawiając czytelnikowi przywilej interpretacji. Nigdy nie wiadomo, na który wariant zdecyduje się autor, co w połączeniu z faktem, że ów brak schematu wygląda jak najbardziej naturalnie i nie razi sztucznością jakiegoś artystycznego postanowienia, co czyni lekturę opowiadań Kiplinga jeszcze przyjemniejszą i pełną zaskoczeń. Jego styl jest bardzo precyzyjny i konkretny. Wie, co chce osiągnąć i wie, w jaki sposób to zrobić. Tylko najwięksi tak potrafią.
Co mnie bardzo ucieszyło - Kipling czuje awersję do rozwlekłych opisów przyrody i unika ich jak ognia. Jedyny chyba taki fragment to początek opowiadania One, ale opis lesistych wzgórz ma swoje uzasadnienie. Często unika też dosłowności. Na przykład, przywoływane wcześniej zakończenie Mary Postgate wskazuje na pewne wydarzenie, ale nie nazywa go wprost. Podobnie z wyjaśnieniem „zagadki” w jednocześnie niepokojącym i uroczym opowiadaniu One.
Angielski pisarz uwielbia do gmachów swych opowiadań doklejać wszelkiego rodzaju nadbudówki, dzikie rozbudowy pięter i mroczne podpiwniczenia. Prawie każde poprzedza motto lub wiersz, podobnie jest zresztą z zakończeniami. Kipling często cytuje sam siebie, wplatając fragmenty swych starszych dzieł (m.in. niepublikowany wiersz napisany w wieku 16 lat) lub autorskich interpretacji znanych cytatów. Mnóstwo tutaj odniesień do Biblii; zarówno w formie bezpośrednich cytatów (Na miejskim murze), jak i bardziej subtelnych nawiązań poprzez postacie bohaterów (Ogrodnik), lub wydarzenia (Dom Życzeń).
![]() |
| Borges wściekłym wślizgiem próbuje odebrać piłkę Kiplingowi, który właśnie wychodził na czystą pozycję. (ilustracja wygenerowana przez AI, prompt: Milczenie Liter) |
Jeszcze ostrzeżenie dotyczące Indii. Jak wiadomo, Kipling urodził się w Bombaju i większość lat młodości spędził w Indiach, więc zna tamtejszą kulturę od podszewki. A przeciętny czytelnik wprost przeciwnie. Opowiadanie Wojna Sahibów jest nie do przejścia dla osoby nieobeznanej z realiami tamtejszej kultury i historii. Kipling naszpikował je lokalnym nazewnictwem. Mimo rzetelnie tłumaczących wszystko przypisów, nie dałem rady wychwycić clue tego opowiadania; umknęło gdzieś w gąszczu kafirów, surdarów, Khalsy, ayah i mazhabi. To była droga przez mękę, dłużej czytałem przypisy (tutaj akurat zredagowane bezbłędnie), niż samo opowiadanie. Gdyby nie one, nie dotrwałbym do końca.
W skrócie – czego się spodziewać po tym zbiorze? Wielu wątków niesamowitych, kunsztownej budowy i mistrzowskiej precyzji w operowaniu słowem, wciągającej fabuły, wielu interpretacji, nawiązań do własnej twórczości, ukrytych w drugoplanowych postaciach własnych alter ego, mnóstwo indyjskich akcentów – tam bowiem dzieje się akcja wielu opowiadań, cierpienia podczas lektury kilku opowiadań, ale i momentów literackiej ekstazy w czasie obcowania z licznymi odpryskami kiplingowskiego geniuszu.
Wspomniałem wcześniej o zręcznych nadgarstkach. Kipling dysponuje również silnymi ramionami – należy bowiem do wąskiego grona pisarzy, którzy bez problemu unoszą wagę przymiotnika „wybitny”. Najlepsze opowiadanie na świecie dostarcza wielu dowodów na poparcie tej tezy.







Komentarze
Prześlij komentarz
Jeśli recenzja lub książka wzbudziła w Tobie jakiekolwiek emocje - nie wahaj się, SKOMENTUJ :)