PIOTR WOŁOSIK & TOMASZ FRANKOWSKI - Franek. Prawdziwa historia łowcy bramek [recenzja #36]


 


Lektura obowiązkowa dla miłośników Wisły Kraków i polskiego futbolu. Dla reszty – niekoniecznie.

***


📕 WYDAWNICTWO: Biblioteka Przeglądu Sportowego
🕒 ROK WYDANIA: 2020
📖 ILOŚĆ STRON: 346


OCENA: 


   

Początek meczu

Proszę Państwa, proszę Państwa, witam serdecznie, przed nami wspaniały spektakl, a w rolach głównych Tomasz Frankowski oraz Wisła Kraków. Zapowiada się wieczór pełen emocji!



Sędzia gwizdnął, rozpoczęli! Ruszyli agresywnie do przodu, bez zbędnego kunktatorstwa: pierwszy wątek i od razu najciekawszy temat – dlaczego Franek nie pojechał na mistrzostwa świata w 2006 roku i jak się czuł, gdy ówczesny selekcjoner, Paweł Janas, ogłaszał swoje nominacje.

To, co poczułem, trudno opisać. Nogi się pode mną ugięły. Spojrzałem na płaczącą Edytkę. Jakby zmarła nam bliska osoba. Starałem się trzymać, pocieszałem żonę. (…) Ale w środku się gotowałem. (…) Najmocniejszymi wypowiedziami, przekleństwami nie zmieniłbym decyzji. Postąpił źle, najpodlej jak można. Kto tego nie przeżył, nie zrozumie, co wtedy czułem.

5 min.

Bardzo zgrabnie skonstruowana ta akcja, pyk-pyk, podanie, jeden do drugiego. Intrygujący początek spotkania, ale czy uda im się utrzymać takie tempo do końca? Przekonamy się wkrótce. W końcu będą przecież musieli złapać oddech i zastosować tę słynną arytmię gry. I co za tym idzie: poruszyć też spokojniejsze tematy.

17 min.

I rzeczywiście: uspokoili grę. Już bez szarży, bez ułańskiej fantazji – kolejne akcje konstruują powoli, metodycznie od tyłu, zgodnie z zasadami piłkarskiego abecadła. Odpowiednia chronologia zachowana, poznajemy więc dzieciństwo i młodość Frankowskiego. I tu kilka zaskoczeń – będąc jeszcze juniorem, grał razem z Markiem Citko, czy Mariuszem Piekarskim. Mocna paka.

31 min.

Przerzut na jedne skrzydło. Wyjazd do Francji w młodym wieku, juniorzy Strasburga. … i długa piłka na drugie skrzydło – pobyt w Japonii. Rozciągają grę, niech przeciwnik goni za piłką – zamysł jak najbardziej słuszny. Owe diagonalne podania (pozdrowienia dla Andrzeja Strejlaua) są precyzyjne, szybkie – ale da się za nimi nadążyć. Wątki rozwijane są chronologicznie, ze spokojem. 

40 min.

No, ale z taką grą to sukcesu nie osiągną. Muszą bardziej zaryzykować, odkryć się. Dokręcić śrubę. I tak też się na szczęście dzieje: akcje przyspieszają, cały zespół przesuwa się powoli do przodu. W sezonie 1998/1999 Tomasz Frankowski debiutuje w polskiej ekstraklasie w barwach Wisły Kraków. Jego wieloletnia przygoda z krakowskim klubem to pasmo tytułów, bramek i nagród.

46 min.

Ahhh, no i mówiłem, mówiłem: tak właśnie trzeba grać! Od razu zakotłowało się pod bramką przeciwnika. Franek – łowca bramek i jego koledzy z drużyny poczuli krew, posyłają jedną kąśliwą centrę za drugą, atakują niczym wygłodniałe rekiny. Centra z lewej strony – historia dwumeczu z Realem Saragossa, wygranego przez Wisłę w cudownych okolicznościach, za chwilę soczyste dośrodkowanie z prawej strony – mecze z Barceloną, Parmą, czy Schalke. I w końcu ten upragniony gol, gol gooool! Wembley, Tomasz Frankowski, gol dla Polski, Anglicy w szoku! Co tu się dzieje, proszę państwa!

Rok 2005. "Franek" właśnie ukąsił Anglików.
(źródło: domena publiczna)


63 min.

Jak mówi utarty frazes – w każdym meczu musi przyjść fragment gorszej gry. Nie da się grać na wysokim poziomie i atakować przez całe spotkanie. Kolejna strata! Cóż oni robią… Jak tak dalej pójdzie, to stracą wypracowaną wcześniej przewagę. A stawka jest ogromna! Wrota Ligi Mistrzów stoją otworem.

… zatrzaśnięte przed naszym nosem, jak się później okazało. Najczarniejsza karta we współczesnej historii Wisły Kraków – dwumecz z Panathinaikosem Ateny.

Po meczu w szatni czułem się najwstrętniej w moim piłkarskim życiu. Najwstrętniej! Siedziałem w kącie zniszczony fizycznie i psychicznie. Wyczerpany, odwodniony. Przysypiałem na siedząco.

81 min.

Widać, że drużyna jest zmęczona. Przyspieszają tylko wtedy, kiedy jest to naprawdę konieczne. Ta oszczędność ruchów jest w pełni zrozumiała. Mimo to, potrafią się jeszcze odgryźć celnym strzałem. Tomek Frankowski jest w słusznym wieku jak na piłkarza. 37 lat! Przed meczem oszczędza mięśnie, może aż do przesady. Nie używa schodów, a jak już gdzieś musi iść, wybiera najkrótszą możliwą trasę. Opłaciło się – wiele bramek strzelił dla Jagiellonii, bazując na swym legendarnym już sprycie i chytrości.

Doliczony czas gry

Właściwy mecz dobiegł końca. Frankowskiego nie ma już na boisku. Wciąż jednak doradza zza bocznej linii. Pracuje w Brukseli. Europarlament.


Jakim wynikiem zakończy się mecz Tomasza Frankowskiego?
Czas pokaże.

Ten mecz przeszedł do historii. Wisła mierzy się z Panathinaikosem.
(źródło: domena publiczna)

PS. Mecz z Panathinaikosem w 2005 roku, a konkretniej: rewanż w Atenach, pamiętam do dzisiaj. Jedna z najtragiczniejszych kart w historii polskiej piłki nożnej. Był to jedyny mecz, po którym płakałem. Rzewnie, mocno, od serca – jak małe dziecko. Prawdziwy kibic to zrozumie.


Komentarze

Copyright © MILCZENIE LITER