MARLEN HAUSHOFER - Ściana [recenzja #168]
Tutorial z Minecrafta.
***
OCENA:
Jakoś tak wyszło, że ostatnich pięć przeczytanych przeze mnie książek, to rzeczy od wydawnictwa ArtRage.
Dwie z nich to mocne kandydatury do rankingu 10 najlepszych książek roku. Jedna ma swoje momenty. Natomiast dzisiaj kilka słów o najsłabszej z tego grona.
Ściana Marlen Haushofer ma wysoką ocenę na Lubimy Czytać (7.5), a w recenzjach zbiera zazwyczaj solidne pochwały. Dla mnie są one niezrozumiałe. Uważam, że jest to przeciętna i przereklamowana książka.
Zaczyna się, a i owszem, intrygująco. Bezimienna kobieta przebywająca w gościnie u kuzynki i jej męża, kładzie się spać. Gdy budzi się rano, ze zdumieniem odkrywa, że została oddzielona od świata niewidzialną barierą, która pojawiła się nagle nie wiadomo skąd. Zostaje zmuszona do prowadzenia dalszej egzystencji bez ludzi, w towarzystwie domku myśliwskiego, lasu i kilku zwierząt: krowy Belli, psa Luchsa oraz kotów.
Ale potem napięcie siada, nie dzieje się już w zasadzie nic. Na blisko 300 stronach czytamy 717 razy, jak bohaterka doi krowę, 122 razy narzeka, że jest wyczerpana, a 200 razy opisuje, kiedy poszła spać.
W międzyczasie sadzi ziemniaki i fasolę i strzela do zwierząt.
Czułem się, jakbym oglądał transkrypcję tekstową jakiegoś livestreama z grania w Minecrafta. Dzisiaj zebrałam dwa drewienka, jutro wytworzę z nich drzwi do obory, ziemniaki rosną, a piesiu przespał całe popołudnie.
I tak w kółko. Litości!
Nie chodzi tylko o to, że brakuje zwrotów akcji. Tu nie ma w ogóle żadnej akcji i napięcia, a do rangi wydarzenia urastają spacery do lasu. Co akurat zrozumiałe, skoro austriacka pisarka była córką leśnika.
Oprócz tego nie ma bohaterów, nie ma głębi psychologicznej, dialogów. Nie ma ciekawych przemyśleń. Haushofer kilka razy robi zbliżenie na to, co siedzi w głowie bohaterki, ale potem jakby wystraszona, błyskawicznie się wycofuje. Zdecydowana większość książki to suchy zapis codziennej rutyny.
Być może jest to zabieg celowy, a ascetyczność komunikatów ma na celu podkreślenie dramatycznej sytuacji i bezcelowości działań bohaterki, ale chyba nie do końca zdało to egzamin.
Jakby tego było mało, bohaterka zachowuje się irracjonalnie i jest dość irytująca. Przeprowadza się kilka razy z doliny na halę i tak w kółko. Nie próbuje zbadać, jak wielką przestrzeń zajmuje ściana. Jak wysoka jest. Nie próbuje podkopu, aby sprawdzić jej głębokość. Natychmiast godzi się ze swoim losem. Biadoli, nieraz tęskni za ludźmi i poprzednim życiem, ale nie robi absolutnie nic, by do niego wrócić i dowiedzieć się więcej na temat tytułowej ściany. No c'mon...
![]() |
| Młoda Marlen. W tle ściana. (źródło: www.stifterhaus.at) |
Gdyby nie to, że byłem ciekaw zakończenia, przerwałbym lekturę po 100 stronach, co mi się już dawno nie zdarzyło.
Zakończenie na szczęście nie zawiodło. Daje duże pole do analiz, jest otwarte i mocne. Inne zalety? Kilka nielicznych przemyśleń bohaterki było ciekawych. Pomysł na książkę i początek też daje radę. Miłośnicy dorabiania teorii interpretacyjnych też poczują się jak u siebie w domu. Bowiem, czy Ściana jest symbolem samotności? Szczególnie widocznej dla wielu rodziców w obliczu dorastających dzieci... A może metaforycznym oddzieleniem beztroskich czasów młodości od znoju życia dorosłego? A może, co sugeruje sama bohaterka, jest to pokłosie dziecięcych lęków?
Zresztą, czy moje lęki naprawdę były tak niedorzeczne? Czy ściana nie potwierdzała strachów z dzieciństwa? W ciągu jednaj nocy w jakiś niepojęty sposób zostałam okradziona z dotychczasowego życia, z tego, na czym mi zależało. Jeśli możliwe było coś takiego, mogło zdarzyć się wszystko.
Dobry jest także ledwie zarysowany (szkoda!) wątek białej wrony.
Także muszę uczciwie przyznać: jest tutaj trochę delikatesów. Ale całościowo, wady przeważają i niestety, nie mogę tej książki polecić. Zmarnowany potencjał, rzecz repetytywna, sucha i ślamazarna.
Jeśli to jest "jedna z najbardziej przejmujących austriackich powieści XX wieku", to znaczy, że literatura austriacka nie ma zbyt wiele do zaoferowania. A przecież ma!
Z nieco podobnych rzeczy polecam za to Ja, która nie poznałam mężczyzn Jacqueline Harpman. Podobna sytuacja: nagła katastrofa, nie wiadomo co się stało, grupa kobiet została odcięta od świata.
Tutaj jest emocjonalna głębia, przemyślana fabuła i emocjonalne sceny. Całość o dwie klasy lepsza, niż Ściana. I nawet wydawnictwo to samo.


Marlen Haushofer: Sciana
OdpowiedzUsuńTym razem litery milczaly, co?
Przeczytaj te swietna dystopie jeszcze raz…
Podziękuję. Pomijając zakończenie, była to dla mnie lektura pusta i nudna. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńO, przeczytałem w najnowszym wpisie, że od poprzedniej książki Haushofer, odbiłeś się niczym od, nomen omen, ściany, i od razu zacząłem szukać wyjaśnienia. To ciekawe, o czym piszesz, bo z racji cech, które Ty przedstawiasz jako największe wady, mnie ta książka tak mocno przypadła do gustu. Ogromnie spodobała mi się ta intymna atmosfera, to codzienne życie naznaczone wspomnieniami i rozrachunkiem z przeszłością, nad czym unosi się subtelna melancholia i pewna beznadzieja. Relacje ze zwierzętami także bardzo mnie ciekawiły, bo portret człowieka samotnego, skazanego jedynie na takie towarzystwo, to ciekawe studium współczesnego Robinsona Crusoe. W trakcie lektury nie raz, nie dwa, zastanawiałem się, jak ja bym postąpił na miejscu bohaterki.
OdpowiedzUsuńCo do podkopu, to czy protagonistka nie odpuszcza w momencie, gdy dociera na krawędź wsi i zauważa, że wszystko, co znajduje się poza kopułą jest nieruchome i martwe? Jak dla mnie to całkiem racjonalne, że wydostanie się poza obręb kopuły może nieść za sobą ryzyko śmierci. Oczywiście, pewnie znaleźliby się ludzie, którzy by zaryzykowali, ale nie wszyscy tacy są ;) No i te sezonowe wędrówki też mają swoje uzasadnienie, bo z tego, co pamiętam, chodziło o wypas krowy, zapewnienie jej lepszego pożywienia. Dla kobiety to pewnie też było jakieś urozmaicenie, coś co pozwoliło pochwycić w pewne ramy upływający, dłużący się, bo naznaczony samotnością czas.
Ech, generalnie frapująca jest Twoja recenzja, bo przypomina mi, jak bardzo różnie, jako czytelnicy, możemy odbierać te same książki :)
Dzięki za mini-recenzję recenzji, miło się czytało :)
OdpowiedzUsuńByć może jestem w mniejszości, bo jednak większość czytelników i krytyków chwali tę książkę.
Zbyt wiele rzeczy mnie tam irytowało - od postaci i zachowania samej bohaterki (i, co pokazują inne książki Haushofer, jest to pewien archetyp kobiety biernej, płynącej z prądem - być może nieco autobiograficzny), po repetycję narracji i pewną taką, hmm.., infantylność tej książki.
Owszem, dotarła do krawędzi i widziała, że wszędzie śmierć. Nie chodzi już nawet o samą próbę wydostania się, ale o zwykłą ciekawość świata, próbę rozwikłania zagadki i znalezienia rozwiązania. Nie wyobrażam sobie, bym znajdując się w podobnym potrzasku, nie kombinował, nie eksperymentował, nie chciał się dowiedzieć więcej, nie testował bariery. Bohaterka doszła do krawędzi, powbijała kijki, chwilę podumała, i pogodziła się ze swoim losem. Hello!
Oczywiście łatwo gdybać, gdy się siedzi w środku wakacji we własnym domu :)
Nie widzę też żadnego planu w tej książce, mogłaby równie dobrze obejmować 20 stron, jak i 400. No ściana jak nic, przynajmniej tytuł trafiony idealnie :)
A jak się zapatrujesz na inne pozycje Haushofer? Czy w porównaniu do nich "Ściana" to faktycznie numer 1?
Pozdrowienia :)
Panie "recenzent", poptaw literówki, bo wstyd. Także to nie jest tak że
OdpowiedzUsuńCóż za błyskotliwy komentarz. Wskaż, gdzie dokładnie poptawić, to może poptawię.
OdpowiedzUsuń