RAYMOND CARVER - Słoń [recenzja #15]



                                 Średnia ocena 7,2 na Lubimy Czytać to jakaś pomyłka.


Ten niepozorny zbiorek (ledwie siedem opowiadań) jest prześwietny.

Niektórzy tworzą fantazyjne, nierealne światy, a Carver idzie inną drogą. Każde opowiadanie to odłamek szarej codzienności jego bohaterów. Carver zaczyna od zwykłej sceny (zaproszenie na obiad od mamy, finansowa pożyczka dla brata, wizyta u byłej żony), i w sumie nie wiadomo kiedy zagęszcza atmosferę do granic. Słowa nie opadają, tylko się w niej unoszą, gesty zostawiają ślad, jest tak samo jak zawsze, ale jednak inaczej. Coś się kroi. W Słoniu jesteśmy świadkiem zapadającej w pamięci sceny, kiedy główny bohater słyszy szept w kuchni i dźwięk odkładanej słuchawki. Ma szansę zareagować i - być może - uratować sytuację. Wycofuje się jednak do swojego pokoju - tak jak co wieczór - mimo, iż podskórny niepokój podpowiada mu, że zaraz coś się stanie.

Poczułem nagłą chęć, żeby przebiec korytarz, wejść do dużego pokoju i dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi. Ale nie chciałem kierować się impulsem i, nie daj Boże, się zbłaźnić. Nie jestem impulsywny, więc czekałem. W domu coś się działo - byłem pewien, że coś się kroi - i oczywiście obowiązek nakazywał, dla własnego spokoju, o ewentualnym bezpieczeństwie i dobrym samopoczuciu mojej żony nie wspominając, podjąć odpowiednie kroki. Ale nie zrobiłem tego. Kiedy był na to czas, zawahałem się. A potem nagle było za późno na jakiekolwiek stanowcze działania. Przepuściłem właściwy moment i nie mogłem go przywołać z powrotem.

Sztuką jest stworzenie pełnego emocji opowiadania, na bazie zwyczajnej sceny z podrzędnej telenoweli. Carver opanował ją do perfekcji. 

Raymond Carver wśród książek
(źródło: domena publiczna)

Dodam tylko, iż Słoń jest powszechnie uważany za jego najsłabszy tomik. Moim zdaniem, już tutaj poprzeczka jest ustawiona na bardzo wysokim poziomie.  

I ten styl! Dyskretny jak Piotr Zieliński w piłkarskiej reprezentacji Polski. Oszczędny, ale pełen treści. Tak operować słowem potrafią tylko prawdziwi mistrzowie.

Podobają mi się też zakończenia - rzadko kiedy konkretne i jednoznaczne. Pozwalają na mnogość interpretacji, ale są przemyślane w każdym calu. To frazes, wiem - ale naprawdę zmuszają do zastanowienia się. I to tak mimochodem, zupełnie nienachalnie. Carver wcale nie utożsamia zakończenia z mocnym akcentem i zaskoczeniem czytelnika. Po prostu przerywa swoją opowieść w pewnym momencie, czy nam, czytelnikom, się to podoba, czy nie. Trafnie opisał je Jerzy Jarniewicz, tłumacz twórczości Amerykanina:

Opowiadania Carvera zaczynają się tym samym, czym się kończą. Zaczynają się końcem – nawet jeżeli bohaterom (...) wydaje się inaczej, ten koniec jest, podskórnie przynajmniej, obecny od pierwszych słów tekstu. Świat opowiadań Carvera utracił zdolność ruchu (...) Zdania ogołocone, sprawozdawcze, a więc zniewolone przez faktyczność, rezygnują z prób podjęcia ze światem jakichkolwiek sensotwórczych negocjacji.

Co ciekawe, w każdym opowiadaniu, poza ostatnim, bohater ma za sobą rozstanie z żoną. Dzieje się to na naszych oczach, lub też miało miejsce wcześniej.

Bez wątpienia w ten sposób Carver fundował sobie terapię oczyszczającą po własnych niepowodzeniach w życiu prywatnym; długo walczył z nałogiem alkoholowym, a w 1982 roku sam rozwiódł się z żoną, choć wtedy od trzech lat mieszkał już z inną kobietą.

A oto, co znajdziemy w środku:

PUDŁA
Opowieść o matce, której celem życia stały się przeprowadzki. Wieczne życie na pudłach, powtarzające się zaproszenia na "ostatnie obiadki przed przeprowadzką" i pogoń.....no właśnie, za czym? A może to nie pogoń, tylko ucieczka ? Dobre wprowadzenie.

TEN, KTO SPAŁ W TYM ŁÓŻKU
Czołówka zbioru. Wyśmienite opowiadanie, misternie osnute na , cóż za niespodzianka, zwyczajnym epizodzie z życia: w środku nocy dzwoni telefon. Małżonkowie budzą się, mąż odbiera. W słuchawce głos obcej kobiety: chce koniecznie rozmawiać z Budem. Oczywiście bohaterowie nie mają pojęcia, kim jest Bud. Kim jest Bud Roberts? Kim jest John Galt? Figa z makiem, nie powiem ! Jedno jest pewne: ten zwykły w sumie epizod zaburza rytm i strukturę życia bohaterów.

BLISKOŚĆ
Bohater pod wpływem impulsu postanawia odwiedzić byłą żonę, której nie widział od kilku lat i której, w ramach pomałżeńskiej sympatii, posyłał pocztą wszystkie prasowe artykuły na swój temat. Wkrótce z rozmowy - a raczej monologu pomałżeńskiego - dowiadujemy się, jak wyglądało wspólne życie. 

MENUDO
...czyli historia pewnej zdrady małżeńskiej i mierzenia się z jej konsekwencjami.

SŁOŃ
Główny bohater kocha swoją rodzinę i chce być dla niej dobry. Dlatego też pożycza pieniądze spłukanemu bratu, co miesiąc posyła czek swojej matce (wszak to matka!), byłej żonie alimenty (w przeciwnym razie podałaby go do sądu), a córce parę groszy (ma dwójkę dzieci i związała się z mężczyzną, któremu nie chce się pracować), synowi również, żeby miał za co opłacić studia. Gdy próbował oswobodzić się z więzów, syn groził, że skończy ze sobą i zacznie handlować narkotykami, córka narzekała, że jej dzieci muszą jeść tylko owsiankę, brat, że komornik wyrzuci go na ulicę a 75-lecia matka że pójdzie do pracy. I kto tu jest słoniem ?

KOSY ZAPIECZONE W CIEŚCIE
Opowieść o tym, że czasu nie da się cofnąć i że zazwyczaj los daje nam szansę na zmianę. To, czy ją wykorzystamy, zależy już tylko od nas. Mąż i żona spędzają wieczory osobno, każdy w swoim pokoju. Nie są pokłóceni - tak sobie ukształtowali życie. Pewnego wieczoru, siedząc w swoim pokoju, mąż ze zdumieniem zauważa jak ktoś wsuwa kopertę pod drzwi. To list, w którym żona informuje, że odchodzi od niego. Mąż nie czyta dokładnie listu, wysuwa głowę zza drzwi, słyszy dziwne odgłosy w kuchni, odczuwa niepokój... Wie, że to jest właśnie ten moment, kiedy należy COŚ zrobić. Mimo to, nie reaguje i wraca do swego pokoju. Emocjonalne, gęste opowiadanie. I świetne.

SPRAWA DO ZAŁATWIENIA
Ostatnie chwile życia Antoniego Czechowa okiem Carvera. Tylna strona okładki krzyczy, że to arcydzieło. Dla mnie "arcydzieło" to słowo, które należy stosować z wielką ostrożnością, ponieważ mieści w sobie potężny ładunek. Podobnie jak ze słowem "przyjaciel". Nie wiem, czy nazwałbym je arcydziełem, ale z pewnością jest to rzecz wysokich lotów. I te zakończenie! 

***

W historiach Carvera polecam zwrócić uwagę na tytuły - nieraz to w nich kryje się klucz do interpretacji opowiadania. Nie znajduję w tym zbiorze słabego lub nawet średniego opowiadania. Wielka to zachęta do pogłębienia relacji z Raymondem Carverem, co z pewnością wkrótce uczynię, i Wam też radzę.


Komentarze

  1. W kwestii formalnej - czy inni czytelnicy bloga również są za tym, by Autor trochę zwolnił tempo? :)
    Co tydzień nowa książka, za mało czasu by przeczytać recenzję, potem poszukać tytułu w bibliotekach (z tym jest dość trudno), a jak się już upoluje, to jeszcze przeczytać.
    Jeśli jednak nie, to może chociaż nudna recenzja, powiedzmy co druga?
    Bo jak dotychczas - każda prowokuje i zachęca :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczerze przepraszam.
    Postaram się być nudny.

    Było krótko i drętwo, o to mniej więcej chodzi? :)

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Jeśli recenzja lub książka wzbudziła w Tobie jakiekolwiek emocje - nie wahaj się, SKOMENTUJ :)

Copyright © MILCZENIE LITER